Z wiatrem zimnym uleciał słów sens
Tak być musi
Niczego nie mogą już zmienić
Brylanty na końcach twych rzęs
Tam, gdzie mieszkasz już biało od śniegu
Szklą się lodem jeziora i błota
Tak być musi
Już zmienić nie może niczego
Zaczajona w twych oczach tęsknota
Wróci wiosna, deszcz spłynie na drogi
Ciepłem słońca serca się ogrzeją
Tak być musi
Bo ciągle się tli w nas ogień
Wieczny ogień, który jest nadzieją
Jaskier, "Zapachniało jesienią"
Zapachniało powiewem jesieni
Z wiatrem zimnym uleciał słów sens
Tak być musi
Niczego nie mogą już zmienić
Brylanty na końcach twych rzęs
Tam, gdzie mieszkasz już biało od śniegu
Szklą się lodem jeziora i błota
Tak być musi
Już zmienić nie może niczego
Zaczajona w twych oczach tęsknota
Wróci wiosna, deszcz spłynie na drogi
Ciepłem słońca serca się ogrzeją
Tak być musi
Bo ciągle się tli w nas ogień
Wieczny ogień, który jest nadzieją
Jaskier, "Zapachniało jesienią"
I tak... cieszę się z jesieni. Choć moja przyszłość nie pewna, brakuje mi wczesnojesiennych barw. Bo są to barwy ciepłe. Ciepłe barwy w coraz zimniejszym wietrze. To taki prezent od jesieni, na pożegnanie lata.
Nie rozumiem dlaczego dla wielu poetów jesień była okresem kolejnej natchnionej deprechy, nostalgii, tudzież innych niemal metafizycznych stanów ducha. Czyż nie jest kojący kubek gorącej kawy po po powrocie do domu? Albo łyk herbatki z miodem? Ja to lubię, bo tak samo jak dość mam zimy tuż przed początkiem wiosny, tak samo przejadło mi się lato i jego komary, wakacyjna, wyjazdowa dieta, etc.
Tak, czy siak. Lepiej i barwniej wokół mnie.
We mnie - sepia i skale szarości.
Wróć.
Z wiatrem zimnym uleciał słów sens
Tak być musi
Niczego nie mogą już zmienić
Brylanty na końcach twych rzęs
Tam, gdzie mieszkasz już biało od śniegu
Szklą się lodem jeziora i błota
Tak być musi
Już zmienić nie może niczego
Zaczajona w twych oczach tęsknota
Wróci wiosna, deszcz spłynie na drogi
Ciepłem słońca serca się ogrzeją
Tak być musi
Bo ciągle się tli w nas ogień
Wieczny ogień, który jest nadzieją
Jaskier, "Zapachniało jesienią"
I tak... cieszę się z jesieni. Choć moja przyszłość nie pewna, brakuje mi wczesnojesiennych barw. Bo są to barwy ciepłe. Ciepłe barwy w coraz zimniejszym wietrze. To taki prezent od jesieni, na pożegnanie lata.
Nie rozumiem dlaczego dla wielu poetów jesień była okresem kolejnej natchnionej deprechy, nostalgii, tudzież innych niemal metafizycznych stanów ducha. Czyż nie jest kojący kubek gorącej kawy po po powrocie do domu? Albo łyk herbatki z miodem? Ja to lubię, bo tak samo jak dość mam zimy tuż przed początkiem wiosny, tak samo przejadło mi się lato i jego komary, wakacyjna, wyjazdowa dieta, etc.
Tak, czy siak. Lepiej i barwniej wokół mnie.
We mnie - sepia i skale szarości.
Wróć.
3 KOMENTARZY:
Człowiek raczej nie jest stworzony do ekstremów. Ja też nie lubię zimowej pluchy, ani letnich upałów. Złota jesień, jak arystotelesowski złoty środek między skrajnościami lata i zimy.
Przepraszam, ze tutaj... ale trafilam na Twoj wpis z przed chyba 2 lat na Forum Ksiazki... Pytales o Jana Rybowicza...
Moze Cie zainteresuje, ze SDM wlasnie wydalo plyte inspirowana jego wierszami. Mam ja od dzisiaj, wiec jeszcze nie wiem czy jest fajana, ale teksty mi sie spodobaly wiec zaczelam czegos o Rybowiczu szukac... i tak trafilam na Twoj wpis...
Pozdr. A.
Ależ oczywiście :) Mam wszystkie 3 płyty SDM z wierszami Rybowicza :) to dzięki nim w ogóle o nim wiem...
Również pozdrawiam :)
Prześlij komentarz