"GDYBY TAK POWIAŁO ZDROWO...
TO BYM JESZCZE RAZ POFRUNĄŁ..."

Ostatnie wpisy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arcadia Poema. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arcadia Poema. Pokaż wszystkie posty
Bardzo cieszę się, że pojechaliśmy na ten przegląd, wystąpiliśmy i w ogóle Olesno Śląskie okazało się ładnym i bardzo przyjemnym miasteczkiem. Poziom? Przerósł nas o kilka poprzeczek, aczkolwiek my również dostawaliśmy gromkie brawka, ludzie żywo reagowali na moje (przypuszczam) luźne zapowiedzi naszych piosenek. W ogóle to fajne uczucie jest wykonywać swoje własne piosenki do których samemu wybrało się wiersz i ubrało go w melodię. Czułem, że całej tej imprezie, gdzieś tam w głębi snuła się myśl wspólnego przebywania, spędzania czasu razem z ludźmi mówiącymi tym samym językiem, mającymi tę samą (przynajmniej jak ja) poetykę przetrwania. Poznało się trochę ludzi - stąd też pozdrowienia dla dziewczyn z zespołu KMT z Turku, chłopaków Piotrka i Daniela z Białegostoku, Sławka z Zielonej Góry, Marcina Skrzypczaka ze Starogardu Gdańskiego i Łukasza z Wrocławia. Jak tylko będę miał jakieś zdjęcia, chętnie się z Wami nimi podzielę :)
...pierwsze wyzwanie Arcadii Poema. Zespołu w takiej formie, w jakiej jest obecnie. Grającego te piosenki, które gra. Swoje. Własne. Większości z nich jestem autorem (pomijając teksty - sięgam do lepsyzch poetów). Jedziemy w sobotę do Olesna na Ogólnopolski Przegląd Piosenki Poetyckiej. Z jakim nastawieniem? Nie ma się co spodziewać okrętu. Jesteśmy w sumie początkującymi, ale rozwijamy się. Na co liczymy? Będę szczęśliwy, kiedy dostaniemy wyróżnienie. Debiutujemy. Jury jest bardzo poważna (Andrzej Sikorowski z zespołu Pod Budą, Tomasz Lewandowski i Jarosław Wasik), znacząca w kręgu Krainy Łagodności. Trzymajcie kciuki, a kto wierzący - niechaj westchnie do Góry, coby nas trema nie zeżarła.

P.S. Dziś Rybowicza nie będzie :P
...myślałem, że będzie gorzej. Ale nie jest tak źle. Jak na razie wszystko po mojej myśli (mówię o szkole). Są pozytywne strony powtarzania klasy. Przynajmniej mam spokój z tymi debilami i złodziejami. Wychowawczyni bardziej spoko, inni nauczyciele - ci lepsi. Chociaż generalnie chodzi mi o matematyczkę. Żegnaj pani Anielu. Ciesz się, że udało ci się na mnie zemścić. Przynajmniej na ciebie patrzeć nie muszę. Tak więc pozytywnie. A i prakta miesięczna chyba w tym roku też będzie w październiku. I dobrze. W październiku dzieją się rzeczy, w których dobrze jest bezstresowo brać udział, czyli: DW w Skomielnej Czarnej i Chlapa. Problem polega na tym, że jeśli w tym roku obydwie imprezy będą w tym samym czasie, będę musiał z czegoś zrezygnować. Ale póki co, tak nie jest.
Zaczną się próby Arcadii - prawdę mówiąc przez ostatni rok gówno się działo w zespole. Brak weny... i takie tam podobne sprawy. W tym roku bardzo chcę zmienić próby. Trzeba w końcu wziąć się i postawić sobie jakąś poprzeczkę. Myślę, że czas skończyć z przymrużaniem oczu na "małe szczegóły". Gramy ponad rok. Jest wiele zespołów, które miały na swoim koncie jakieś już sukcesy na takim etapie. Trzeba zacząć czepiać się szczegółów, a co ma dziać się na próbie nie będzie spontantem, tylko zaplanowanym z góy działaniem, czyli ustalam co wymaga dopracowania i pracujemy. Nie odbiegamy od tego. Mobilizacja. Dlatego Chlapa się przyda.

To tyle na dziś.
...oficjalnie się rozpoczęły. W sumie nie wiem. Kiedyś mnie to jakoś bardziej cieszyło. Teraz cieszę się z tego, że nie obudzi mnie rano budzik, wstanę o której będę chciał i cały dzień zanosił się nudą. No bo co robić? Już trzeci wentylator na procku mi siada, tzn. po 30 minutach gry procek osiąga temp. 60* i sie wyłącza komp awaryjnie. Mam jeden od kumpla, ale jest za duży. Wentylatorki takiej postury jak do mojego procka, stosuje się dziś do kart grafiki. Mój stary, poczciwy 500Mhz :D.

No cóż, stanąłem przed wyborem. Taty w lipcu, czy Bieszczady w sierpniu? Wolałbym Bieszczady, od roku się przymierzam na wyjazd, jednak z drugiej strony, co będę robił w lipcu? W sumie mam jeszcze tydzień, może uda mi sie w jakimś pośredniaku znaleźć robote. Dość leniuchowania. Przynajmniej coś sie bedzie robić, a i kasa będzie. Miałem się w tamtym tygodniu zgłosić do Heliosa (kino w Katowicach), bo tam szukają kogoś do obsługi sali kinowej. Byłaby zarombista fucha. Nie wiem dlaczego tego nie zrobiłem. W zasadzie sam sobie na pytania odpowiedziałem. No, ale cóż - nudy! Wczoraj siedziałem nad "Wade in the water". Trzeba to w końcu zrobić, no i jeszcze trochę kawałków Bellona poznałem, przydadzą się na koncert. Porozdzielam jeszcze materiał na to z kim bym go zagrał i zaśpiewał, a co bym wykonał solo. Myślę, że Arcadia zgodzi się na taki koncert w MDK. Z resztą wraz z Tomkiem planujemy do połowy lipca się spotykać na tzw. "nadrabianiu prób", co z resztą zespołu, to nie wiadomo. Jakieś takie głuche milczenie zapadło. SESJA. No tak.

P.S. Daro, zgłoś się do mnie jakoś, zadzwoń, albo coś, nie wiem. Co z tym wypadem w góry jednodniowym? W ogóle jest trochę spraw do obgadania z Arcadią - próby po przerwie itp. No i w ogóle sie odezwij.
...tylko idę na pracownie, muszę odrobić ćwiczenie z pomiarów kół zębatych. Sprawa jest o tyle niezbyt miła, że tu jest więcej obliczeń niż pomiarów, a o tyle dobra, że wczoraj na praktach miałem to samo ćwiczenie, które zaliczyłem na 5 i wszystko, co mi potrzebne mam w zeszycie z praktyk. Po prostu przepiszę. Nawet danych nie będę zmieniał. Nie chce mi się. Byleby odrobić i w czwartek napisać z tego zaliczenie. Powinno być wszystko ok.


W zasadzie to dalsza część notki będzie krótkim streszczeniem wczorajszego dnia. Nareszcie udało mi się z Madzią umówić, chociaż na te dwie godzinki. Cieszę się bardzo, bo tak nam jakoś nie wychodziło od początku maja. Tzn. nie wychodziło spotkać się – o to chodzi :). Przyda mi się chwila rozmowy z płcią przeciwną. Po prostu. O wszystkim i o niczym. Tak ot, pogadać.


Do repertuaru Arcadii wkrótce wchodzi nowa piosenka. Nie wiem nawet czyja. Wiersz należy do Agnieszki Osieckiej, muzykę napisał Wojciech Kilar, a słyszymy ją tylko w serialu „Czterej pancerni i pies”. Nazywa się „Piosenka radiotelegrafistki”. O Darka się nie martwię, chłop sobie zawsze szybko radzi z nowymi kawałkami i nie marudzi. Tomek też da radę, nie wiem jednak co z Alicją. To jest piosenka, którą ona ma śpiewać w całości. Prawie pół roku jest oficjalnie w zespole, a jeszcze nic naszego nie umie. Tylko słucha. Mam nadzieję, że to się wkrótce jakoś skączy. Zważywszy, że ja w nadchodzącym czasie mam zamiar pożegnać się całkowicie z rolą wokalisty. No… może dwie, trzy piosenki zostaną pod moją pieczą, no i jakieś chórki na pewno też dopuszczę do siebie. Najbardziej mnie cieszy to, że będę mógł skupić się na gitarze i rytmice. Jakby co – śpiewać w ogóle nie muszę. Wystarczy, że tej kapeli jestem „spiritus movens”, a moje śmieszne i parszywe kawałki podobają się (niektórym) ludziom. To tyle.

Nie ma to jak smak stresu po długim weekendzie z jednym, poniedziałkowym bonusem ze względu na matury. Normalnie przyszedłem sobie dziś do szkoły i myślałem, że się zesram. Na pierwszej lekcji babka z PKMu wzięła mnie do odpowiedzi i zarobiłem kapę – kolejny pal w mojej palisadzie. Potem nudna historia, całą lekcję ziewałem i od tego podniosłem sobie ciśnienie i głowa mnie rozbolała. Zastępstwo zamiast pierwszej pracowni – niby fizyka, czyli spanie. Potem dostałem kape za niezbyt dobre sprawozdanie z zaliczenia (sprawdzian napisałem na 3+) więc musze je poprawić, francuz i nudny WOK. Gdyby nie ból głowy… wyglądało by to lepiej. Jutro sprawdzian z matmy, czyli wolna lekcja dla mnie, bo wątpię, czy coś napiszę. Tak w ogóle to denerwuje mnie wszystko. Jestem neutralny dla mojej klasy, oni dla mnie. Nie mam w niej wrogów, nie mam w niej kumpli. Po prostu nie umiem znaleźć z nimi wspólnego języka. Wszyscy, którzy byli wporzo, siupnęli rok temu, albo przepisali się do wieczorówki. Samochodówka jest do dupy!!!!!! To był największy błąd, jaki popełniłem. Brak kontaktów z ludźmi z klasy sprawia, że nie mam ochoty chodzić do szkoły, nauczyciele nie umiejętnie prowadzą lekcje, przez co nie ma zbytniej motywacji i poziom jest daremny. Gdybym poszedł do jakiegoś ogólniaka, byłbym już w trakcie matur, poznałbym więcej ludzi takich „pod siebie”, zapewne więcej bym również umiał, bo miałbym zewnętrzne motywacje. Samemu jest się ciężko zmotywować. Wiadomo, że człowiek ma naturę lenia i jest słaby. W innej szkole, gdzie byłaby wspólnota klasowa, pewnie nie miałbym takich problemów, chodziłbym do szkoły z w miarę normalnym nastawieniem, martwiąc się jedynie o to, czy umiem na sprawdzian, a nie o to, że zaś z nikim nie pogadam, bo nie ma o czym, albo, że mnie głowa znów od ziewania rozboli.


Niniejszym ogłaszam: nuda jest w stanie zabić! Na koniec, żeby nie zakończyć notki tak, jak kończy się mój dzień, wrzucam linka do galerii z ostatniego koncertu Arcadia Poema. Nie wszyscy jeszcze je widzieliście, a zdjęcia są świetne!
http://merkato.rg.org.pl/koncert/

Piszę dziś trochę wcześniej, bo czeka mnie trochę jeszcze do zrobienia, a jutro wczesnym rankiem wyjeżdżam, więc nie nadrobiłbym i tak. Generalnie wstałem rano i głowa mnie bolała, że hej (zważywszy, że wczoraj nic nie piłem :P), ale to ciśnienie niskie. Dziś o 17 graliśmy mini-koncert z okazji jakichś tam obchodów. Zaprosili nas, to nie wypada odmawiać. Oczywiście biednemu zawsze wiatr w oczy. Podłączyliśmy już nawet sprzęt do nagrywania i teoretycznie koncert jest nagrany, jednak wyjście konsolety musiało być zepsute i nagrało się 20 minut ciszy. No, ale nic. Przyszła pewna ekipa osób, do dziś mi obca, którym się podobało, pogratulowali, obdarzyli ciepłym uśmiechem (pozdro dla Agi i ekipy!). Porobili nam zdjęcia i nawet nakręcili teledysk live. Chociaż tyle mamy z tego koncertu. W sumie, to trema nie była już potrzebna i prawie w ogóle jej nie było kiedy wszedłem na scenę, publika to była głównie masa, która przyszła napić się piwa i zjeść kiełbaski. Ale i tak reagowała żywo. To tyle z relacji z koncertu.

Przede mną wyjazd w góry – kurcze, jak ja dawno nie byłem w górach tak, żeby sobie móc pochodzić całymi dniami, robić fotki i chłonąć ducha tych wspaniałych szlaków. Co prawda wyjazd do długich nie należy, bo tylko 3 dni, ale nie ma co narzekać. Myślę, że wyzbyłem się wszelkich stresów co do życia, chociaż pięknie nie jest. Jest tęsknota do Niepoznanej, Nieujawnionej (nie, nie zrobiłem błędu, tak to ma być napisane). Zniknie, kiedy się ujawni Ona. Póki co, to tylko poezja i syndrom Jana Rybowicza – poety, którego cenię najbardziej jest mi lekarstwem.
Cały wczorajszy wieczór zastanawiałem się, co dziś takiego będzie i bałem się, że będzie nudno, a tu bęc! Trochę procentów i wszystko nabrało właściwych kolorów dla całego obrotu spraw. Dobrze tak się napić z przyjaciółmi, pogadać o całej przeszłości przy kufelku, powspominać minione czasy. Jak to wstałem z Ryhem na wsi o trzeciej nad ranem (żadnych skojarzeń z egzorcyzmami Emily!) i poszliśmy w ciemną wieś szukać całodobowego sklepu. Jak to nagraliśmy na kasetę demo piosenek „List do Małego Księcia” i „Rozliczysz mnie Panie”. Potem było już z górki i przyszła Arcadia Poema. Rok temu. DOKŁADNIE ROK TEMU. Czas leci...

Cóż, zbliża się koncert, błogosławiony czas. Ciekaw jestem, jak nas publika przyjmie. Tym razem występujemy na muszli koncertowej, czyli ludzie będą różni. W każdym razie nikt konkretnie nie wie, że wystąpią jacyś degeneraci, którzy śmieją zwać się z kręgu Krainy Łagodności. W sumie nie najgorsi. Poda się ludziom poezję i muzykę na jak najładniejszej tacy i widelcu.

Zbliża się też mój wyjazd w góry. Oby udało mi się skołować dobry aparat. Pogadam z dziewczyną mojego brata, ona ma teraz naszą starą Minoltę Dimage Z1. Fajny to był sprzęt. Nic, że obiektyw trącił aberracją chromatyczną jak cholera, to zdjęcia robił przyzwoite. Myślę, że problemu nie będzie. Nie mam o czym pisać już. Spać mi się chce, zaczyna nie powoli suszyć… lepiej zaraz położę się spać.

P.S.Tak oficjalnie: Sto lat! Sto lat! Niech żyje, żyje nam! Kto? ARCADIA POEMA!!


A oto trochę fotek z imprezy!

Ryho, współzałożyciel zespołu opoki był zadowolony z pejzażu na stole


Trochę pograło się stare piosenki

I tak to się skończyło

P.S. 2. Wykorzystano: Żywiec - browary żywieckie 5,6%, Lech - browary poznańskie 5,2%, Żubr - browary Dojlidy 6,0%. Żaden napój nie został zmarnowany, tj. wylany, wyrzygany, itp, ani nie ucierpiał w trakcie imprezy. Wszystkie trafiły do artystycznych brzuchów.


Dwie strony. Napiszę o każdej z osobna. Najpierw ta barwna:

Tak od dnia do dnia, od próby, do próby, od występu do występu – jutro mija rok naszej skromnej działalności w progach Krainy Łagodności. Można by rzec, że słyszała nas ponad setka różnych osób. Wiem, że to nie wiele, że dużo jest takich zespołów jak nasz, ale przecież każdy kiedyś był takim pionkiem w tłumie. Każdy. Wszyscy swego czasu byli pomiatani przez konferansjerów wszelkiej maści, dyrektorów MDK. Każdy miał stawione ultimatum „albo zrobicie, jak mówię, albo wypier****”. Co prawda my czegoś takiego nie usłyszeliśmy, ale mimo roku istnienia, wciąż jesteśmy w tłumie i długo w nim będziemy. Tylko nie ma się co zrażać. Przyszłość przed nami, plany. Cała nasza pasja. Muzyka i poezja. Ważne, żeby to trafiło do ludzi, żeby w przyszłości nasza muzyka ich jakoś wzbogacała. Jutro powspominamy miniony rok przy piwku, słuchając naszych głównych inspiracji, mam nadzieję, że w gronie zespołowym. Jak ten czas leci…

No, a teraz strona bezbarwna. Nic szczególnego w sumie. Tylko trochę samotności. Tęsknota do Niepoznanej. Tej jednej jedynej, której nie poznałem dotąd. Chyba wyjaśniać nie trzeba, co nie? Dobrze, że poezja i muzyka mi ten dołujący żal chociaż trochę przysłaniają. Nie wiem jednak co będzie, kiedy skończy się majówka, skończy się koncert, wrócę z gór, a w poniedziałek pójdę na praktykę. Znów szkoła, znów stres… ehh Boże, jestem samotny jak gwiazda, prowadzisz mnie przez tę pustynię, na której nie ma nic, a ja idę, szemram, narzekam, że nie widzę Twoich śladów, że raz jesteś, raz Cię nie ma. A Ty, kiedy pytam, gdzie Jesteś, odpowiadasz, że akurat niesiesz mnie na rękach. Wyziera ze mnie człowiecza ślepota nie duchowość. Widzę tylko żal i złość na Ciebie, że ludzie wykorzystują wolną wolę, którą im dałeś na krzywdzenie, zabijanie i czynienie zła globalnego. Sam już tracę siebie w tym biegu w poszukiwaniu jakiegokolwiek Dobra. Gdzieś tam jednak na dnie serca leży zaufanie, że „moc w słabości się doskonali”. Nie wiem co mi chcesz przez to powiedzieć. Wzruszam ramionami „nie ma sygnałów z Wielkiej Ciszy”. Wybaczam Ci te rzeczy, których nie widzę i nie rozumiem. Prowadź mnie dalej. Gdzie chcesz.

Pustynia i ciemna noc, jest łaską.


Witam!




Powiedzmy, że to mój pierwszy post, chociaz nie pierwszy blog. Wywalczyłem trochę praw do internetu w tym domu i mogę logować się na konto Goscia... czyli z małymi ograniczenia, ale to nic.
Mimo, iz niektórzy smią mnie nazywac poetą, starzy znajomi nawet artystą - ze względu na to ze takową działalnosc prowadzę, to nie do konca sie takowym czuję. Pisanie uwalnia mnie od wielu rzeczy, przede wszystkim pisanie poezji... ale myslę, ze blog ten równiez będzie jakos tam mi pomagał. Z resztą zawsze uwazałem, ze to sympatyczna sprawa, miec takie cos, jak blog. Tylko, ze nie miałem czasu na to, nie miałem jak zajmowac sie blogiem... mysle jednak, ze te czasy juz minęły.
Zbliza sie dlugo wyczekiwany weekend majowy! Az 8 dni wolnego... całkiem zacnie! Najbardziej czekam na koncert mojej kapeli - Arcadia Poema, który ma byc 3go maja na muszli koncertowej w bytomkim parku miejskim. Publiki nie zabraknie, a i klimat pewnie bedzie przedni. Ciepla majówka, muzyczka, trochę poezji i... chłodne piwko! Niczego więcej wędrowcowi górskiemu do szczęscia nie potrzeba... no chba, że gór . W ogóle przyda się taka chwila, zeby nad zyciem się zatrzymac... jak to pisaywał Adam Ziemianin. Oby tylko jak najdłuzej. No i naprawdę trochę rzeczy muszę przemyslec. Pobyc z sobą... to mi dobrze zrobi. Tak myslę.