P.S. Dziś Rybowicza nie będzie :P
To tyle na dziś.
No cóż, stanąłem przed wyborem. Taty w lipcu, czy Bieszczady w sierpniu? Wolałbym Bieszczady, od roku się przymierzam na wyjazd, jednak z drugiej strony, co będę robił w lipcu? W sumie mam jeszcze tydzień, może uda mi sie w jakimś pośredniaku znaleźć robote. Dość leniuchowania. Przynajmniej coś sie bedzie robić, a i kasa będzie. Miałem się w tamtym tygodniu zgłosić do Heliosa (kino w Katowicach), bo tam szukają kogoś do obsługi sali kinowej. Byłaby zarombista fucha. Nie wiem dlaczego tego nie zrobiłem. W zasadzie sam sobie na pytania odpowiedziałem. No, ale cóż - nudy! Wczoraj siedziałem nad "Wade in the water". Trzeba to w końcu zrobić, no i jeszcze trochę kawałków Bellona poznałem, przydadzą się na koncert. Porozdzielam jeszcze materiał na to z kim bym go zagrał i zaśpiewał, a co bym wykonał solo. Myślę, że Arcadia zgodzi się na taki koncert w MDK. Z resztą wraz z Tomkiem planujemy do połowy lipca się spotykać na tzw. "nadrabianiu prób", co z resztą zespołu, to nie wiadomo. Jakieś takie głuche milczenie zapadło. SESJA. No tak.
P.S. Daro, zgłoś się do mnie jakoś, zadzwoń, albo coś, nie wiem. Co z tym wypadem w góry jednodniowym? W ogóle jest trochę spraw do obgadania z Arcadią - próby po przerwie itp. No i w ogóle sie odezwij.
W zasadzie to dalsza część notki będzie krótkim streszczeniem wczorajszego dnia. Nareszcie udało mi się z Madzią umówić, chociaż na te dwie godzinki. Cieszę się bardzo, bo tak nam jakoś nie wychodziło od początku maja. Tzn. nie wychodziło spotkać się – o to chodzi :). Przyda mi się chwila rozmowy z płcią przeciwną. Po prostu. O wszystkim i o niczym. Tak ot, pogadać.
Do repertuaru Arcadii wkrótce wchodzi nowa piosenka. Nie wiem nawet czyja. Wiersz należy do Agnieszki Osieckiej, muzykę napisał Wojciech Kilar, a słyszymy ją tylko w serialu „Czterej pancerni i pies”. Nazywa się „Piosenka radiotelegrafistki”. O Darka się nie martwię, chłop sobie zawsze szybko radzi z nowymi kawałkami i nie marudzi. Tomek też da radę, nie wiem jednak co z Alicją. To jest piosenka, którą ona ma śpiewać w całości. Prawie pół roku jest oficjalnie w zespole, a jeszcze nic naszego nie umie. Tylko słucha. Mam nadzieję, że to się wkrótce jakoś skączy. Zważywszy, że ja w nadchodzącym czasie mam zamiar pożegnać się całkowicie z rolą wokalisty. No… może dwie, trzy piosenki zostaną pod moją pieczą, no i jakieś chórki na pewno też dopuszczę do siebie. Najbardziej mnie cieszy to, że będę mógł skupić się na gitarze i rytmice. Jakby co – śpiewać w ogóle nie muszę. Wystarczy, że tej kapeli jestem „spiritus movens”, a moje śmieszne i parszywe kawałki podobają się (niektórym) ludziom. To tyle.
Nie ma to jak smak stresu po długim weekendzie z jednym, poniedziałkowym bonusem ze względu na matury. Normalnie przyszedłem sobie dziś do szkoły i myślałem, że się zesram. Na pierwszej lekcji babka z PKMu wzięła mnie do odpowiedzi i zarobiłem kapę – kolejny pal w mojej palisadzie. Potem nudna historia, całą lekcję ziewałem i od tego podniosłem sobie ciśnienie i głowa mnie rozbolała. Zastępstwo zamiast pierwszej pracowni – niby fizyka, czyli spanie. Potem dostałem kape za niezbyt dobre sprawozdanie z zaliczenia (sprawdzian napisałem na 3+) więc musze je poprawić, francuz i nudny WOK. Gdyby nie ból głowy… wyglądało by to lepiej. Jutro sprawdzian z matmy, czyli wolna lekcja dla mnie, bo wątpię, czy coś napiszę. Tak w ogóle to denerwuje mnie wszystko. Jestem neutralny dla mojej klasy, oni dla mnie. Nie mam w niej wrogów, nie mam w niej kumpli. Po prostu nie umiem znaleźć z nimi wspólnego języka. Wszyscy, którzy byli wporzo, siupnęli rok temu, albo przepisali się do wieczorówki. Samochodówka jest do dupy!!!!!! To był największy błąd, jaki popełniłem. Brak kontaktów z ludźmi z klasy sprawia, że nie mam ochoty chodzić do szkoły, nauczyciele nie umiejętnie prowadzą lekcje, przez co nie ma zbytniej motywacji i poziom jest daremny. Gdybym poszedł do jakiegoś ogólniaka, byłbym już w trakcie matur, poznałbym więcej ludzi takich „pod siebie”, zapewne więcej bym również umiał, bo miałbym zewnętrzne motywacje. Samemu jest się ciężko zmotywować. Wiadomo, że człowiek ma naturę lenia i jest słaby. W innej szkole, gdzie byłaby wspólnota klasowa, pewnie nie miałbym takich problemów, chodziłbym do szkoły z w miarę normalnym nastawieniem, martwiąc się jedynie o to, czy umiem na sprawdzian, a nie o to, że zaś z nikim nie pogadam, bo nie ma o czym, albo, że mnie głowa znów od ziewania rozboli.
Niniejszym ogłaszam: nuda jest w stanie zabić! Na koniec, żeby nie zakończyć notki tak, jak kończy się mój dzień, wrzucam linka do galerii z ostatniego koncertu Arcadia Poema. Nie wszyscy jeszcze je widzieliście, a zdjęcia są świetne! http://merkato.rg.org.pl/koncert/
Przede mną wyjazd w góry – kurcze, jak ja dawno nie byłem w górach tak, żeby sobie móc pochodzić całymi dniami, robić fotki i chłonąć ducha tych wspaniałych szlaków. Co prawda wyjazd do długich nie należy, bo tylko 3 dni, ale nie ma co narzekać. Myślę, że wyzbyłem się wszelkich stresów co do życia, chociaż pięknie nie jest. Jest tęsknota do Niepoznanej, Nieujawnionej (nie, nie zrobiłem błędu, tak to ma być napisane). Zniknie, kiedy się ujawni Ona. Póki co, to tylko poezja i syndrom Jana Rybowicza – poety, którego cenię najbardziej jest mi lekarstwem.
Cóż, zbliża się koncert, błogosławiony czas. Ciekaw jestem, jak nas publika przyjmie. Tym razem występujemy na muszli koncertowej, czyli ludzie będą różni. W każdym razie nikt konkretnie nie wie, że wystąpią jacyś degeneraci, którzy śmieją zwać się z kręgu Krainy Łagodności. W sumie nie najgorsi. Poda się ludziom poezję i muzykę na jak najładniejszej tacy i widelcu.
Zbliża się też mój wyjazd w góry. Oby udało mi się skołować dobry aparat. Pogadam z dziewczyną mojego brata, ona ma teraz naszą starą Minoltę Dimage Z1. Fajny to był sprzęt. Nic, że obiektyw trącił aberracją chromatyczną jak cholera, to zdjęcia robił przyzwoite. Myślę, że problemu nie będzie. Nie mam o czym pisać już. Spać mi się chce, zaczyna nie powoli suszyć… lepiej zaraz położę się spać.
P.S.Tak oficjalnie: Sto lat! Sto lat! Niech żyje, żyje nam! Kto? ARCADIA POEMA!!

Ryho, współzałożyciel zespołu opoki był zadowolony z pejzażu na stole

Trochę pograło się stare piosenki
I tak to się skończyło
P.S. 2. Wykorzystano: Żywiec - browary żywieckie 5,6%, Lech - browary poznańskie 5,2%, Żubr - browary Dojlidy 6,0%. Żaden napój nie został zmarnowany, tj. wylany, wyrzygany, itp, ani nie ucierpiał w trakcie imprezy. Wszystkie trafiły do artystycznych brzuchów.
Tak od dnia do dnia, od próby, do próby, od występu do występu – jutro mija rok naszej skromnej działalności w progach Krainy Łagodności. Można by rzec, że słyszała nas ponad setka różnych osób. Wiem, że to nie wiele, że dużo jest takich zespołów jak nasz, ale przecież każdy kiedyś był takim pionkiem w tłumie. Każdy. Wszyscy swego czasu byli pomiatani przez konferansjerów wszelkiej maści, dyrektorów MDK. Każdy miał stawione ultimatum „albo zrobicie, jak mówię, albo wypier****”. Co prawda my czegoś takiego nie usłyszeliśmy, ale mimo roku istnienia, wciąż jesteśmy w tłumie i długo w nim będziemy. Tylko nie ma się co zrażać. Przyszłość przed nami, plany. Cała nasza pasja. Muzyka i poezja. Ważne, żeby to trafiło do ludzi, żeby w przyszłości nasza muzyka ich jakoś wzbogacała. Jutro powspominamy miniony rok przy piwku, słuchając naszych głównych inspiracji, mam nadzieję, że w gronie zespołowym. Jak ten czas leci…

No, a teraz strona bezbarwna. Nic szczególnego w sumie. Tylko trochę samotności. Tęsknota do Niepoznanej. Tej jednej jedynej, której nie poznałem dotąd. Chyba wyjaśniać nie trzeba, co nie? Dobrze, że poezja i muzyka mi ten dołujący żal chociaż trochę przysłaniają. Nie wiem jednak co będzie, kiedy skończy się majówka, skończy się koncert, wrócę z gór, a w poniedziałek pójdę na praktykę. Znów szkoła, znów stres… ehh Boże, jestem samotny jak gwiazda, prowadzisz mnie przez tę pustynię, na której nie ma nic, a ja idę, szemram, narzekam, że nie widzę Twoich śladów, że raz jesteś, raz Cię nie ma. A Ty, kiedy pytam, gdzie Jesteś, odpowiadasz, że akurat niesiesz mnie na rękach. Wyziera ze mnie człowiecza ślepota nie duchowość. Widzę tylko żal i złość na Ciebie, że ludzie wykorzystują wolną wolę, którą im dałeś na krzywdzenie, zabijanie i czynienie zła globalnego. Sam już tracę siebie w tym biegu w poszukiwaniu jakiegokolwiek Dobra. Gdzieś tam jednak na dnie serca leży zaufanie, że „moc w słabości się doskonali”. Nie wiem co mi chcesz przez to powiedzieć. Wzruszam ramionami „nie ma sygnałów z Wielkiej Ciszy”. Wybaczam Ci te rzeczy, których nie widzę i nie rozumiem. Prowadź mnie dalej. Gdzie chcesz.
Pustynia i ciemna noc, jest łaską.
