"GDYBY TAK POWIAŁO ZDROWO...
TO BYM JESZCZE RAZ POFRUNĄŁ..."

Ostatnie wpisy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolne. Pokaż wszystkie posty
Wieczór, półmetek weekendu. Jednak obecnie weekend nie ma dla mnie już takiego znaczenia, jakie miał podczas roku szkolnego, kiedy był momentem bezstresowym całego tygodnia. Jednak dzisiejszy wieczór bardzo mi się udzielił. Dawno nie widziałem żadnego dobrego filmu. Ostatnio tylko spanie i World Of Warcraft, a przecież można inaczej spędzać najdłuższe wakacje w życiu. Dlatego piszę tego posta w przerwie pomiędzy seansem pierwszej i drugiej części trylogii przygód Jacka Sparrowa, czyli "Piraci z Karaibów". Wstyd się przyznać. Nigdy dotąd jej nie widziałem w całości. Tymczasem świetna rozrywka, w końcu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Nie wiem kiedy ostatnio miałem taki ubaw i jaką produkcję filmową z tak wielkim skupieniem oglądałem. Bądź, co bądź - kino, to rozrywka na poziomie. No i... w zasadzie tyle chciałem dziś napisać. Żadnych przemyśleń, żadnej filozofii, wymądrzania się... jestem już tym zmęczony. Ot tak, prosty wpis.
...połowa wakacji już za nami. Generalnie do tej pory było jeden 6 dni totalnego odjazdu, reszta to nuda. 6 dni XIV Spotkania Młodych w Wołczynie, gdzie zagrało między innymi Raz Dwa Trzy... żeby co po niektórych zdołować, to jeszcze powiem, że za totalne free. Grali 2,5 godziny niesamowitego, klimatycznego koncertu, a pan Adam Nowak (voc.) był jakieś cztery metry ode mnie. Jednak w zasadzie wszystkie koncerty były rewelacyjne i warto było zostać animatorem i zapłacić 20zł za cały pobyt (pole namiotowe i obiad), poznać świetnych ludzi, poskakać, cieszyć się, wzruszać, po prostu wspólnie bytować! Jaki jest największy urok w tym 1000 tłumie? Taki, że tu nikt nie powie Ci nic chamskiego, ale uśmiechnie się, lub odwzajemni Twój uśmiech. Teraz żałuję, że nie było mnie na poprzednich Wołczynach, ale wiem jedno: za rok zabraknąć mnie tam nie może. Choćby dla klimatu, atmosfery, ludzi i przepięknego doświadczenia, że chociaż w ciągu tych 6 dni "Miłość jest kochana". Przede mną jeszcze Przyszowa... no za jakiś nie cały tydzień wyjeżdżam na dwa tygodnie, a w tym tygodniu jeszcze Gliwice i radosne, spontaniczne, uliczne granie wraz z kumplem. Dwie najlepsze gitary Bytomia :P i bluesowe improwizacje. W porządku. Poniżej zamieszczam fotki z koncertu Raz Dwa Trzy i Illuminandi. Ta druga kapela to "coś ostrzejszego" ;) to tyle. Nic mądrego w czasie wakacji człowiek nie robi, nie myśli za bardzo, więc nic mądrego pisać nie będę. Ot, co.





Ogólnie, to jak na razie czas aż tak szybko nie leci, jest fajnie, całkiem miło, gdyby nie te chwile rozmowy z moją siostrzyczką (tą przyszywaną), kiedy odprowadzam ją do domu np. po spacerze, to bym chyba umarł, no i gdyby nie mój brat (też ten przyszywany) i "wypad kawalerski" na nockę filmową - maraton Władcy Pierścieni w wersji extended z komentarzami i zamiarami zrobienia własnych parodii (czyt. kompletna głupawka po nie przespanej nocy). Generalnie to tylko te dwie osoby są w moim życiu najważniejsze, szkoda tylko, że brat i siostra (ci przyszywani) nie potrafią między sobą się dogadać... no ale cóż. To ma swój urok z mojej perspektywy.


Ach no i wczoraj gościnnie grałem na congach z zespołem Tymczasem w klubokawiarni "forte" na dworcowej (swoją drogą całkiem przyjemne miejsce, a jeszcze lepsze jak sie ma swoją, większą ekipę) no w ogóle było całkiem fajnie. Krążą opinię, że lepiej gram od Grzesia - ich "kongosisty", no ale w końcu jakby nie patrzeć, to nie gitara, nie wokal, ale instrumenty perkusyjne są instrumentami mojego życia - od trzeciego roku życia gram, mimo iż pierwotnie zadowalałem się udarzaniem kredkami w taborety i wmawianiem wszystkim, że gram na perkusji z zespołem Depeche Mode. Niszczyłem meble od moich ćwiczeń, ale dzięki temu wykształciłem poczucie rytmu. Jeśli kiedykolwiek miałem osobne propozycje, to często dotyczyły perkusji. Teraz gram na gitarze i mimo tego iż w waleniu w gary rozwinąłbym się szybciej i lepiej, gitara sprawia mi więcej radości. Od września zbieram na dwunastostrunówkę. To jest cacko dopiero! Grałem u znajomego i wniosek jest jeden: "ja chcę jeszcze raz!", ale na swojej. Co do koncertu z Tymczasem, to od "forte" dostaniemy po dwie dychy. Na początek spox, ale tu Was zdziwię: był to ostatni zespół tejże formacji. Czemu? No bo się na studia rozjeżdżają. Eh takie jest życie. A przez to, że skład w trakcie wakacji ulegnie jeszcze większym ubytkom, liderka - Asia Czajka musiała odrzucić trzy propozycje grania za kase. Bywa.


To tyle. Swoją drogą, ciekaw jestem, kiedy będzie następna notka i czy będzie chociaż tą jedyną z sensem :P

A na koniec jeszcze zabawna fotka mojego ulubionego zespołu, w pierwszym składzie

...oficjalnie się rozpoczęły. W sumie nie wiem. Kiedyś mnie to jakoś bardziej cieszyło. Teraz cieszę się z tego, że nie obudzi mnie rano budzik, wstanę o której będę chciał i cały dzień zanosił się nudą. No bo co robić? Już trzeci wentylator na procku mi siada, tzn. po 30 minutach gry procek osiąga temp. 60* i sie wyłącza komp awaryjnie. Mam jeden od kumpla, ale jest za duży. Wentylatorki takiej postury jak do mojego procka, stosuje się dziś do kart grafiki. Mój stary, poczciwy 500Mhz :D.

No cóż, stanąłem przed wyborem. Taty w lipcu, czy Bieszczady w sierpniu? Wolałbym Bieszczady, od roku się przymierzam na wyjazd, jednak z drugiej strony, co będę robił w lipcu? W sumie mam jeszcze tydzień, może uda mi sie w jakimś pośredniaku znaleźć robote. Dość leniuchowania. Przynajmniej coś sie bedzie robić, a i kasa będzie. Miałem się w tamtym tygodniu zgłosić do Heliosa (kino w Katowicach), bo tam szukają kogoś do obsługi sali kinowej. Byłaby zarombista fucha. Nie wiem dlaczego tego nie zrobiłem. W zasadzie sam sobie na pytania odpowiedziałem. No, ale cóż - nudy! Wczoraj siedziałem nad "Wade in the water". Trzeba to w końcu zrobić, no i jeszcze trochę kawałków Bellona poznałem, przydadzą się na koncert. Porozdzielam jeszcze materiał na to z kim bym go zagrał i zaśpiewał, a co bym wykonał solo. Myślę, że Arcadia zgodzi się na taki koncert w MDK. Z resztą wraz z Tomkiem planujemy do połowy lipca się spotykać na tzw. "nadrabianiu prób", co z resztą zespołu, to nie wiadomo. Jakieś takie głuche milczenie zapadło. SESJA. No tak.

P.S. Daro, zgłoś się do mnie jakoś, zadzwoń, albo coś, nie wiem. Co z tym wypadem w góry jednodniowym? W ogóle jest trochę spraw do obgadania z Arcadią - próby po przerwie itp. No i w ogóle sie odezwij.
...się kojeny weekend. Kolejny nudny weekend. Pooglądam pewnie filmy, ściągnąłem w ostatnich dniach trochę polecanych mi tytułów. Przed chwilą skończyłem oglądać Lot 93 – jak dla mnie świetne kino! Myślę, że komentować go nie powinno się. Mam jeszcze trochę starych zaległości – Harry Potter i Czara Ognia, Love Actually, 300, no i jeszcze Świadek Koronny. Miałem Kill Billa 2, ale dubbing francuski z dodatkami na początku, które sprawiły, że żadne napisy nie miały prawa być synchro, więc wywaliłem. Innym razem ściągnę. Tak wiem, to jest zuuuo, piractwo i ciężkie przestępstwo. Z tym, że mam to głęboko w dupie. Po coś jednak człowiek się wysilił wymyślając coś takiego jak Torrent. Nie dla samego bycia, ale po to, żeby dzielić się z innymi i korzystać! Tak też czynię.


Niestety znów nie udało mi się spotkać z Madzią, ze standardowego powodu. Coś jej wypadło. No cóż nikogo nie obwiniam. W końcu musi się udać. Czyli tym samym pogłębiam w sobie odosobnienie i brak dialogu z rówieśnikami. Niby mam tam znajomych w pewnym czymś, co jakiś czas temu zmieniło się w kółko wzajemnej adoracji, dlatego dystansuje się na maksa i cieszę się, że istnieją osoby, które pragną, by rozpadło się na dobre. I to są w dodatku osoby spoza Bytomia. I niech tak będzie! Spox, to ma być niejasne, bo to jest wewnętrzna aluzja. Kto chce, zrozumie – a potem mnie z góry na dół objedzie, swoimi inteligentnymi wywodami i mądrościami. Powtórzę zatem raz jeszcze: z tym, że mam to głęboko w dupie.
Miniony weekend zaliczam do wyjątkowo udanych. Po prostu przez żaden długi weekend tak się nie wyluzowałem i nie ubawiłem. Najlepiej oczywiście wspominam koncert Arcadii i wypad w góry. Ten ostatni był po prostu przegenialny! Miejsce, w którym byliśmy wymaga od turystów nie lada siły! Od Żywca trzeba PKSem jechać do wsi Kocierz Basie i stamtąd piechotą w góóóóórę wpierw asfaltem, a potem szlakiem. Jak się okazało, skręciliśmy w nie ten szlak co trzeba i tym samym jeszcze bardziej sobie utrudniliśmy drogę. Było bardzo ciężko. 20 kg w plecaku ze stelażem i weź drałuj na szczyt dokładnie jakieś 898m. Jak na taki balast to bardzo męczące. Doszliśmy w sumie od przystanku w Kocierzu w 1,5 godziny do chatki Staszka., czyli Gibasów. Atrakcji tam co nie miara, bo 15 minut drogi idzie się na Czarne Działy, to jest taki las z dużą ilością skał i kilkoma jaskiniami szczelinowymi. Naprawdę przypomina ten sam z Blair Witch Project! Chcieliśmy w ogóle zwiedzić jeszcze grotę, największy w Beskidzie Małym wodospad, ale cóż… pogoda troszkę nie dopisała. W piątek jak doszliśmy było gorąco, a wieczorem już niezbyt i niestety cała sobota to był dość chłodno i siąpiący deszczyk.

Z tego miejsca pozdrawiam pana Staszka i pana Leszka, dziękuję za uśmiech, ciepłą wodę do mycia, dobrą herbatkę i genialną atmosferę! Do takich miejsc warto wracać, zwłaszcza, że chatka ta jedna z najmniej znanych w Polsce! I napewno tam wrócę!!
P.S. Kiedy tylko dorwę fotki, zamieszczę kilka!
Ekipa moich znajomych wybera się w gory - Beskid Zywiecki. Miejsce to nazywa sie "Gibasówka" (foto obok), bardzo fajowo ponoc tam jest. Taka mała nadzieja się we mnie tli, ze uda mi się tam wraz z nimi pojechać - to zalezy czy będę miał 50 zł do poniedziałku. Mam nadzieję, ze dogadam się z rodzicami. Byłoby fajnie - tak się stęskniłem za góreckami, że nie wypada nie jechać :D. Wszystko w rękach Boga. Marzy mi sie siąsc przy ognisku, chwycic gitare i co nie co zagrac, pospiewac. Zeby było wesoło. Gitara, ognisko, spiewanie. Pogoda też będzie musiała dopisac. W tym roku miałem juz za duzo pecha, więc mysle, ze bedzie dobrze :). Trzeba sie odstresowac od tego szkolnego zgiełku, bo od tego stresu jeszcze wrzodów dostane i kto mnie będzie ratował? Nareszcie cos pozytywnego. Tak strasznie pozytywnego, ze az włos z radochy się jezy na głowie...
...W kółko słucham "Juz nigdy nie będziemy kochac tak jak wtedy" Starego Dobrego Małzeństwa. Jesli jest cos piękniejszego od "Z nim będziesz szczęsliwsza", "Jak" ,"Czarnego bluesa...", to tylko ta ballada. Przypomina mi ona Przyszową z roku 2005. Gorący lipiec. To, ze byłem chory i ktos mnie często odwiedzał, podsuwał mi swą dłoń, tulił i był obok. A teraz tej osoby nie ma. Tylko wspomnienia. Trochę boli, ale co z tego? Od kilku lat wiem, ze ja po to jestem. Zeby mnie bolało.


Witam!




Powiedzmy, że to mój pierwszy post, chociaz nie pierwszy blog. Wywalczyłem trochę praw do internetu w tym domu i mogę logować się na konto Goscia... czyli z małymi ograniczenia, ale to nic.
Mimo, iz niektórzy smią mnie nazywac poetą, starzy znajomi nawet artystą - ze względu na to ze takową działalnosc prowadzę, to nie do konca sie takowym czuję. Pisanie uwalnia mnie od wielu rzeczy, przede wszystkim pisanie poezji... ale myslę, ze blog ten równiez będzie jakos tam mi pomagał. Z resztą zawsze uwazałem, ze to sympatyczna sprawa, miec takie cos, jak blog. Tylko, ze nie miałem czasu na to, nie miałem jak zajmowac sie blogiem... mysle jednak, ze te czasy juz minęły.
Zbliza sie dlugo wyczekiwany weekend majowy! Az 8 dni wolnego... całkiem zacnie! Najbardziej czekam na koncert mojej kapeli - Arcadia Poema, który ma byc 3go maja na muszli koncertowej w bytomkim parku miejskim. Publiki nie zabraknie, a i klimat pewnie bedzie przedni. Ciepla majówka, muzyczka, trochę poezji i... chłodne piwko! Niczego więcej wędrowcowi górskiemu do szczęscia nie potrzeba... no chba, że gór . W ogóle przyda się taka chwila, zeby nad zyciem się zatrzymac... jak to pisaywał Adam Ziemianin. Oby tylko jak najdłuzej. No i naprawdę trochę rzeczy muszę przemyslec. Pobyc z sobą... to mi dobrze zrobi. Tak myslę.