"GDYBY TAK POWIAŁO ZDROWO...
TO BYM JESZCZE RAZ POFRUNĄŁ..."

Ostatnie wpisy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ona. Pokaż wszystkie posty
z pamiętnika Konrada


    - Czy myślisz, że miłość znika, kiedy się nie widzimy? - Miałem wrażenie, że Ona ma już dość wątpliwości w moich oczach, których tak bardzo chciałbym się pozbyć, ale nie potrafię.
     - Być, to być widzianym. A czy ja dla ciebie istnieję, kiedy nie ma mnie obok?
     - Tak.
    Znów bezskuteczna walka gdzieś głęboko w spojrzeniu.
     - Wiem co tam widzisz na dnie...
    - Nie bój się. To niczego nie zmienia. Po prostu muszę być bardziej zdecydowana, kiedy wkrótce stoczę tę walkę za ciebie. I dla ciebie. Walkę o ciebie. Może to samolubne z mojej strony, bo chcę widzieć w twoich oczach ten spokój i fascynację wszystkim, co moje. Jak kiedyś, gdy widziałam cię po raz pierwszy.
    - Nawet jeżeli, to ta fascynacja kiedyś ustąpi. Może dotkliwej normalności? Może upadlającej rutynie?
    - Ustąpi, wiem. Ale nie temu. Będziemy prości, będziemy naturalni, innych będzie to dziwić. Zmieniać się będziemy, a innymi słowy poznawać bardziej. Mamy na to całe życie. Tak jak wiele rzeczy powoli zmienia się w najbliższym świecie, tuż za oknem na tyle wolno, byś wciąż rozumiał i czuł, że w dalszym ciągu jesteś w domu. Bo to ten sam dom, te same fundamenty, te same ważkie akcenty, faktury, istotne detale, które mimo zmian za oknem pozwalają nadal to miejsce nazywać domem. Tak to będzie wyglądać.
     - A jeżeli wydarzy się coś... - postanowiłem mocne słowa, jakie noszę od dawna w sercu, teraz w końcu wypowiedzieć. W końcu... jeśli Ona nie kłamie, to niczego nie zmienią. - ...nieoczekiwanego. Widzisz, jestem bardzo niezmienny. Za bardzo być może cenię pokój sumienia, by obciążać je wyrzutami i poczuciem, że spowodowałem czyjąś pogardę mną. To może też egoizm? Ale wiem, że jeśli ktoś kogoś tu skrzywdzi, to będziesz to ty.
     - A uwierzyłbyś, gdybym tobie powiedziała to samo o swojej stałości i niezmienności?
    Nie wiedziałem co odpowiedzieć tym oczom, w których odzwierciedliła się iskierka bólu. Musiałem jednak. Musiałem ją sprawdzić tamtymi słowami. Sporo widziałem i doświadczyłem na szlaku. Chciałem ją sprowokować do walki o mnie już teraz. I chyba mi się to udało.
    - Dobrze, nie mów nic na razie. - Rzekła niespodziewanie spokojnie. - Nie mam zamiaru uzurpować sobie tak prędko twojego zaufania. Zapamiętaj jednak jedno. Kiedy za długo będę milczała, uruchom inne zmysły. Takie, które dostrzegą w ciszy moje gesty. Bo nimi udowodnię ci i rozliczę się z każdego słowa, które dziś wypowiedziałam.


(...)A teraz Jej już tylko mogę szukać, choć tyle niewiadomych, tyle złych poszlak, że miałeś Niepoprawny Ikarze rację. Jeżeli jednak się myliłeś, to niech wezmą cię diabli.

    Poprosił ją łagodnie, by nie pytała o minione dni. Odkąd patrzył na Nią, jak na najważniejszą Teraźniejszość Swoją, bał się, że wspomnienia Mu Ją zabiorą. Nie chciał przejąć tego, co między Nimi powoli rozkwitało, powracającymi obrazami obumarłych jesieni. Dopiero przecież kończyła się zima. Miała zacząć najpiękniejsza wiosna. A Ona znała ogólniki, szczegóły tu nie wnosiły żadnych rewelacji.
    Nie bez powodu tak zależało Mu na zachowaniu bezpiecznej bariery pomiędzy zrujnowaną pamięcią, a spokojną wodą chwili. Każdy najdrobniejszy okruch wspomnienia dokuczał sercu. Strach. Prosty, zwykły, naturalny strach, który odebrać potrafił więcej, niż w istocie było. A wtedy w momencie krótkiej nieuwagi można stracić wszystko, nieodwołalnie.
    Obracanie w żart krótkich anegdot nie daje nic, poza wrażeniem praktycznego pancerzyka, który kusi. Nazywanie po imieniu doświadczonych podłości, to jak zanurzenie palca w płomyk świeczki, wyjęcie go, jak już zacznie parzyć i udawanie, że w ogniu nie ma nic palącego. Jest to kosztowne tworzenie miraży, które owszem, wyglądają ładnie i imponująco w Tamtych Oczach. Ale Kreator obrośnie w nienormalny strach, że oto przecież może właśnie patrzyć w Oczy przyszłego wspomnienia. Fundamentu kolejnego, zwodniczego mirażu. A obecnie – Teraźniejszości Najpiękniejszej.
    Nie przelewa Mu się czułości. Jakże cudownie byłoby wydychać chemię zauroczenia. On teraz ma trwożącą świadomość, że jeśli Teraźniejszość istnieć przestanie, pozostanie Próżnia. Na jednym jej końcu przeszłość z umierającą zbyt długo jesienią, a po drugiej stronie wiosna, która nie wiadomo czy nadejdzie zgodnie z wyrokiem kalendarza. Wiele razy już zawiodła.
    Ona. Patrzy Mu w Oczy powściągliwie. Ten dystans Go umacnia i przekonuje o poczuciu Jej wartości. Każdy zwykły przechodzień widzi zawsze w Nich coś niezwykłego. Gdyby On miał pytać mijanych szaraków, to pewnie reagowaliby zawiścią, burknięciem, może niejeden pokręciłby nosem, w pośpiechu tylko rzucając na Nich okiem przytaknął, rozpychając się z niecierpliwością wykrztusił, co mu pierwsze na myśl przyjdzie. Za bardzo przecież łączy Ich ten sam strach, by nie można było tego nie zauważyć na pierwszy rzut oka.
    Ona lubi Go słuchać i rozpoznaje pierwsze przypuszczenia. Wchodzi w teraźniejszość, choć czeka. Wydaje Mu się w tym tajemnicza. Na pewność, jak na każdy niematerialny skarb trzeba zapracować. Aż wreszcie skończy się zima na dobre.
    Prosi Ją, by nie pytała o dni minione. Posiada Ją w teraźniejszości. Nie chce przeszłości przejmującej strachem myśli, odsuwającej w tych myślach Ją, dla niemal fizycznego bólu rany zamkniętej.
   Czekają na wiosnę.
Wiem,
Spłynie na nas ten
narkotyczny spokój,
błękitny.
Będziemy chodzić w nim
jak zakochani
zaczadzeni miłością,
z wilgotnie rozświetlonymi oczami...
Będziemy zachwycać się tym wszystkim,
co dotychczas paraliżowało nam ruchy:
zasuszonym kwiatem w Biblii,
wyblakłymi fotografiami,
nagrobkami najbliższych o barwie popiołu,
osuwającym się czasem...
I z pogodnym uśmiechem
przekroczymy spokojnie
tę granicę,
za którą jest
owa wytęskniona Kraina
tak soczyście kolorowa
jak filmy amerykańskie w technikolorze;
ten raj, ten eden,
to inne życie.
Życie!

Jan Rybowicz
____________________

Zawsze taki wygadany w kwestiach swych uczuć. Wymowny, słownie zaradny. Ja, prowadzący własny styl wypowiedzi, zachwycający się naiwnie najprostszymi rzeczami. Dziś w ogromie szczęścia zrozumiałem, że moje własne słowa to za mało. I sięgnąłem po ten nieśmiertelny kawałek poezji Jana Rybowicza z lekkim wyrzutem sumienia, bo mam dziś to, na co biedaczyna czekał całe życie, i się nie doczekał. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że te "jaśkowe banki mydlane" poeta zostawił, aby co szczęśliwsi mogli się nimi wyrażać.

I brakło mi podszytych wiatrem słów. 
No bo się zakochałem...
Zapachniało powiewem jesieni
Z wiatrem zimnym uleciał słów sens
Tak być musi
Niczego nie mogą już zmienić
Brylanty na końcach twych rzęs
Tam, gdzie mieszkasz już biało od śniegu
Szklą się lodem jeziora i błota
Tak być musi
Już zmienić nie może niczego
Zaczajona w twych oczach tęsknota
Wróci wiosna, deszcz spłynie na drogi
Ciepłem słońca serca się ogrzeją
Tak być musi
Bo ciągle się tli w nas ogień
Wieczny ogień, który jest nadzieją

Jaskier, "Zapachniało jesienią"
Zapachniało powiewem jesieni
Z wiatrem zimnym uleciał słów sens
Tak być musi
Niczego nie mogą już zmienić
Brylanty na końcach twych rzęs
Tam, gdzie mieszkasz już biało od śniegu
Szklą się lodem jeziora i błota
Tak być musi
Już zmienić nie może niczego
Zaczajona w twych oczach tęsknota
Wróci wiosna, deszcz spłynie na drogi
Ciepłem słońca serca się ogrzeją
Tak być musi
Bo ciągle się tli w nas ogień
Wieczny ogień, który jest nadzieją

Jaskier, "Zapachniało jesienią"

I tak... cieszę się z jesieni. Choć moja przyszłość nie pewna, brakuje mi wczesnojesiennych barw. Bo są to barwy ciepłe. Ciepłe barwy w coraz zimniejszym wietrze. To taki prezent od jesieni, na pożegnanie lata.

Nie rozumiem dlaczego dla wielu poetów jesień była okresem kolejnej natchnionej deprechy, nostalgii, tudzież innych niemal metafizycznych stanów ducha. Czyż nie jest kojący kubek gorącej kawy po po powrocie do domu? Albo łyk herbatki z miodem? Ja to lubię, bo tak samo jak dość mam zimy tuż przed początkiem wiosny, tak samo przejadło mi się lato i jego komary, wakacyjna, wyjazdowa dieta, etc.

Tak, czy siak. Lepiej i barwniej wokół mnie.
We mnie - sepia i skale szarości.
Wróć.
...że nie chcę jej stracić. Wiem, że zależy mi na niej. Bardzo. Może nie zastanawiałem się nad tym, co by było gdybyśmy się nagle rozstali. Może myślałem, że nie zwrócę na to uwagi i wzruszę ramionami. Teraz, kiedy to mogło się stać, choćby z tego powodu, że nasze światy trochę się różnią, jak obuch uderzyła mnie gorycz. I nieważna jest odległość, która nas dzieli. Ona jest jak wiatr, który nikły płomień świecy gasi, jak gasną słabe emocje od byle zwady, zaś wielki pożar nie zostanie przezeń ugaszony, tylko zapłonie bardziej, bo to jest silne uczucie. Nie... nie można się rozstawać tylko dlatego, że nasze zdania różnią się w dosłownie dwóch kwestiach i to bardzo błachych. Może jej coś we mnie przeszkadza. Mnie też coś w niej przeszkadza. Ale toleruję to. Przecież związek musi być w pewnym sensie sztuką kompromisów. Nie może łączyć dwojga takich samych ludzi. Różnice będą zawsze i są one normalne. Zrozum to moja droga, proszę...