"GDYBY TAK POWIAŁO ZDROWO...
TO BYM JESZCZE RAZ POFRUNĄŁ..."

Ostatnie wpisy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smutno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smutno. Pokaż wszystkie posty
Jest mi mdło,
boli mnie głowa,
zeschły mi wargi.
To żaden wiersz.
Po prostu chcę
żebyś wróciła.

To Włodziemierza Szymanowicza.

Musiałem. Nie pytajcie dlaczego. Odpowiem - nie wiem. Kto ma wrócić? Odpowiem - nie wiem. Zwykłem ją nazywać Niepoznaną. Pewnie dlatego musiałem, bo człowiek przeważnie musi, to z czym nie zawsze się zgadza, bądź też czego nie chce...
Stół zaśnieżony światłem nocnej lampki
Na nim zapałki i paczka albańskich papierosów
Wysypisko popielniczki i opróżniona w jednej czwartej
Butelka olmeca tequila z papuzią etykietką,
złotymi rysunkami Inków.
Dobry list z krakowskiego pisma,
i nie groźny druk z prokuratury rejonowej,
maszerujący tytuł tygodnika "Solidarność"
z biało-czerwoną chorągiewką
niesioną przez N jak Nieznany,
jeden kieliszek do koniaku
teraz odpoczywający.

Namaluję później tę martwą naturę literami.
Maszyną do pisania, jak pędzlem - Martwa Natura.
Taki będzie tytuł tej martwej natury.

Dlaczego martwa?
Zastanawiam się teraz i wreszcie wiem!
Żeby było życie, trzeba drugiego człowieka.
Kobieta, mężczyzna - nie ważne,
tymczasem siedzę ciągle sam.
Malarz, który maluje maszyną do pisania
martwe natury.

Żeby było życie, trzeba drugiego człowieka.

J. Rybowicz
Przygasły ogień, żar pod popiołem.
Przynieś gałązkę suchą i połam, roznieć ostrożnie
Niech nie zagaśnie maleńki płomyk, gałązka trzaśnie

Skryty żar skrzętnie w szarowinie sadzy, skryty przed słońcem i ludźmi. Od wiatru czasem zaświeci mocniej i pali wnętrze, rozpala samotność, boli tak boli, tak strasznie. Wiatr, słowa innych, kochanych, a widok ten dłoni splecionych, cieni złączonych rozgrzebuje, roznieca... nie umiem tak pisać. I nie chcę mówić, że coś jest nie tak, gdy brakuje odwagi, kończą się łzy. A ufać, ufać... nie ma komu do końca, by wodą kojącą ugasił samotność węgielka, żarzącego się dalej i dalej. W nim twarze bólu, brunatne, zjęczałe zawodzą, brakuje słów już dalej. Bo pójdą jeszcze z wiatrem niesione za wysoko, nie trącając listków płaczących wierzb, brzóz, nawet topoli...

Zaskwierczy błyśnie jaśniejszy płomień
Zapatrz się zamyśl ogrzej nim dłonieI
Zostań, zostań milczeniem wołam
Me serce popiół - żar pod popiołem

Nie ma to jak smak stresu po długim weekendzie z jednym, poniedziałkowym bonusem ze względu na matury. Normalnie przyszedłem sobie dziś do szkoły i myślałem, że się zesram. Na pierwszej lekcji babka z PKMu wzięła mnie do odpowiedzi i zarobiłem kapę – kolejny pal w mojej palisadzie. Potem nudna historia, całą lekcję ziewałem i od tego podniosłem sobie ciśnienie i głowa mnie rozbolała. Zastępstwo zamiast pierwszej pracowni – niby fizyka, czyli spanie. Potem dostałem kape za niezbyt dobre sprawozdanie z zaliczenia (sprawdzian napisałem na 3+) więc musze je poprawić, francuz i nudny WOK. Gdyby nie ból głowy… wyglądało by to lepiej. Jutro sprawdzian z matmy, czyli wolna lekcja dla mnie, bo wątpię, czy coś napiszę. Tak w ogóle to denerwuje mnie wszystko. Jestem neutralny dla mojej klasy, oni dla mnie. Nie mam w niej wrogów, nie mam w niej kumpli. Po prostu nie umiem znaleźć z nimi wspólnego języka. Wszyscy, którzy byli wporzo, siupnęli rok temu, albo przepisali się do wieczorówki. Samochodówka jest do dupy!!!!!! To był największy błąd, jaki popełniłem. Brak kontaktów z ludźmi z klasy sprawia, że nie mam ochoty chodzić do szkoły, nauczyciele nie umiejętnie prowadzą lekcje, przez co nie ma zbytniej motywacji i poziom jest daremny. Gdybym poszedł do jakiegoś ogólniaka, byłbym już w trakcie matur, poznałbym więcej ludzi takich „pod siebie”, zapewne więcej bym również umiał, bo miałbym zewnętrzne motywacje. Samemu jest się ciężko zmotywować. Wiadomo, że człowiek ma naturę lenia i jest słaby. W innej szkole, gdzie byłaby wspólnota klasowa, pewnie nie miałbym takich problemów, chodziłbym do szkoły z w miarę normalnym nastawieniem, martwiąc się jedynie o to, czy umiem na sprawdzian, a nie o to, że zaś z nikim nie pogadam, bo nie ma o czym, albo, że mnie głowa znów od ziewania rozboli.


Niniejszym ogłaszam: nuda jest w stanie zabić! Na koniec, żeby nie zakończyć notki tak, jak kończy się mój dzień, wrzucam linka do galerii z ostatniego koncertu Arcadia Poema. Nie wszyscy jeszcze je widzieliście, a zdjęcia są świetne!
http://merkato.rg.org.pl/koncert/