"GDYBY TAK POWIAŁO ZDROWO...
TO BYM JESZCZE RAZ POFRUNĄŁ..."

Problem ewangelizacji - Świadectwo, czy propaganda?

By | 15:33 3 comments
Jako katolik, osoba wierząca, "posłany niczym owca między wilki" powinienem iść i głosić Ewangelię. I jak to brzmi? Osoba niewierząca, nie znająca Pisma Świętego prawdopodobnie odczyta to w sposób niewłaściwy. Już ktoś nawet kiedyś pisał na jakimś blogu "nie będzie mi tu banda kretynów mówić, co mam robić". Obraza w tych słowach to jedno, ale nie temu chcę zwrócić uwagę. Otóż głoszenie Słowa wielu dostrzega, jako "mówienie co ma się robić". Być może ze względu na jakiś stereotyp, ze względu na niegodne zachowanie jakiegoś duchownego, którym naraz obarcza się cały Kościół (nie rozumiem tego). Jest jeszcze inna opcja: a może po prostu źle się ewangelizuje? Kard. Karol Wojtyła powiedział kiedyś, że dialogu z ateizmem nie można rozpoczynać od przedstawiania dowodów na istnienie Boga. No i prawdę powiedziawszy nie powinno się tych dowodów w dialogu przedstawiać. Bo czyż istnieją? Poza świadectwami mistyków, poza "niewyjaśnionymi okolicznościami"? Wiele na ten temat można mówić, ale skupmy się na problemie. Dlaczego katolicy źle ewangelizują. Nie potrafią? Są szkoły ewangelizacyjne. Ale czego one uczą? Teorii? Nie zamierzam negować działalności takich przedsięwzięć, jeżeli w aktywny sposób i odpowiedni animują przyszłych katechumenów - nie mam doświadczenia ani ze Szkołą Nowej Ewangelizacji, ani z wszelkimi Kursami. Tak, czy owak osoba ewangelizująca, jest obarczona bardzo dużą odpowiedzialnością. Bo to nie jest gadanie o Bogu. To za mało. To nie jest opowiadanie o cudownych chwilach spędzonych na rekolekcjach. Trzeba czegoś więcej. To nie jest zaciekła bitwa na argumenty. To żadna bitwa, żadna walka, to nie przekrzykiwanie się! Ewangelizator nie ma zmienić myślenia ateisty, czy kogokolwiek, kogo ewangelizuje. W dialogu uczestniczą co najmniej dwie osoby, które potrafią siebie wzajemnie słuchać. Tymczasem wielokrotnie byłem świadkiem, co ciekawe, zaciekłych dialogów mądrali dwóch ponoć bardzo wierzących katolików. Naprawdę wielokrotnie słyszałem ewangelizującą się młodzież, która to w końcowych fazach polegała na czymś w rodzaju posądzenia, potępienia jakiegoś konkretnego zachowania. "Tak nie postępuje katolik". A jak Ty postępujesz?

Pycha. Kiedy mówimy o Bogu drugiej osobie, kiedy ją ewangelizujemy, ta właśnie pycha - matka wszystkich grzechów potrafi wziąć górę nad człowiekiem. Święta Teresa od Dzieciątka Jezus podkreśliła, że nie powinno się zbyt dużo mówić o Bogu, bo w te słowa wkrada się miłość własna. Jak więc ewangelizować? Głoszenie Słowa, to nie powtarzanie wyrytych na pamięć fragmentów z Pisma. Nawet szatan ośmielał się posłużyć Słowem Bożym, podczas kuszenia Jezusa na pustyni. Jak więc ewangelizować? Jak masz dużo mówić, zamilknij. Jeżeli jest wokół Ciebie mnóstwo ludzi, którzy Cię znają, pokaż swoim czynem, jaki jesteś. W co wierzysz. I jak Ci ta wiara pomaga. Pokaż swoim życiem, że masz w sobie dobro. Ale nie dobro faryzeusza. Tylko dobro Chrystusa. Twoje życie, decyzje i postępowanie to jest największe świadectwo. Coś więcej niż same słowa. Ewangelizacja polega na nawracaniu. Jednak, czy można ot, tak zmienić poglądy dorosłego człowieka? Wreszcie, czy tylko "nawróceni" osiągną Życie Wieczne? Jeżeli świadectwo Twojego życia uznasz za ewangelizację, to trafi do wielu i pozostanie w sercach.
Nowszy post Starszy post Strona główna

3 KOMENTARZY:

KH@ pisze...

Jestem pod wrażeniem Twoje postawy:)) Naprawdę budująca.. :) zmieniłeś się, pozytywnie :)

Unknown pisze...

ewangelizujac trzeba glosic kreygmat a nie siebie. nie mowiac duzo, chyba ze ktos o cos pyta to mozna odpowiedziec jesli to sie przysluzy ewangelizacji. a tak to tylko kerygmat, mozna tez zaprosic na katechezy neokatechumenalne. jestem w tej wspolnocie wiec mowie jak ewangelizowanie wyglada u nas. sa spiewy i juz one same przyciagja ludiz, ze pytaja a co to itd:)
nawiasem mowiac Mala tereska jest moja patronka od bierzmowania:)

pozdrawiam

Domka pisze...

Bardzo wartościowy opis ewangelizacji :) Właśnie po przez swoje życie powinniśmy ukazywać innym dobrą drogę (pomimo nawet, że wybór naszych dróg nie zawsze jest właściwy - ale wtedy możemy ukazać coś więcej. Mianowicie jak wrócić na "dobrą" drogę). Jednak uważam też, że nie należy zamykać się na osoby "niewierzące"... myślę, że nasza obecność obok, może być im potrzebna... ale tylko wtedy gdy sami tego będą chcieli :)

Pozdrawiam!