z pamiętnika Konrada
Retrospekcje ze Świata Wielkiego.
To nie do końca tak, że przed drogą wędrówki, moja droga życia w mieście była pusta i bez smaku. Pióro imało się mnie równie często, jak teraz. I choć z Matką Poezją przeprosić się nie umiem do dziś, jej odbicie bez kilku detali i zmyślnych głębi towarzyszyć mi będzie do końca życia w pokropionych jej zapachem kartach tego dziwnego pamiętnika.
Jakkolwiek, Ikarze mnie postrzegasz, jako outsidera - nawet wtedy, tak nie do końca jest to prawdą. Zawsze bowiem istniał człowiek, jako fundament życia. Do człowieka kieruję słowa, człowiek jest obiektem moich obserwacji i wszelki jego typ nie jest mi obcy i niezrozumiały. Może poza tymi, którzy nie mają w sobie nic, prócz sztyletu ukrytego w rękawie i dosłownie, i w przenośni. Tacy są mi niezrozumiali, niczym zjawy, mary... i potępiam ich jak mogę. Mimo to, prawdziwi ludzie się mnie boją. Wiesz, co smuci mnie najbardziej? Że boją się mnie ludzie, którzy stali się mi bliscy. Zauważyłem, że moja prostolinijność potęguje ten strach. Moje proste, dobre, najzwyczajniej naturalne zasady są powodem obaw i strachu.
Kiedy mówię, nie rzucam słów na wiatr. To chyba logiczne, że oczekuję tego samego od ludzi. Nie skrywam emocji, nie pozwalam sobie na dwuznaczność. Jeżeli nie jestem pewien, nie mówię nic, albo mówię otwarcie o swoich wątpliwościach. Nic wtedy nie komplikuję, mam jasność przed sobą samym. Ikarze, ludzie tego nie rozumieją. Myślą, że przecież jutro, za tydzień, za miesiąc zmienię zdanie i całość nie będzie już istotna. Strach przede mną i moją prostolinijnością i naturalnością jest objawiany przez unikanie, ignorancję, zapomnienie. Przyjacielu, nie ma na to usprawiedliwienia. Nawet to, że w ludzką naturę powoli wdziera się tendencja do komplikowania sobie wszystkiego. Ludzie przestają mówić otwarcie, co myślą, stają się niedostępni, zimni, wrzucają do jednego wora pomyłek każdego nawet życzliwego człowieka. Tacy potem muszą walczyć, bo gdyby nie walczyli, staliby się tacy sami jak reszta w tym worku, czyli nieczuli i zamknięci.
Ikarze, mówiłeś, że to nie prawda, że niepewność jest gorsza od najbardziej niekorzystnej prawdy. Nie do końca się z tym zgodzę. Widzę, że niektórzy ludzie postrzegają to inaczej. Wolą nie wiedzieć, dla własnego komfortu, nie znać prawdy. To smutne, jak ludzie boją się rzeczy najpewniejszych, a tymi wieloma niepewnymi potrafią się bawić. Ja chyba nie pasuję. Po co sobie komplikować życie, czy nie lepiej mówić to, co czujemy, że musimy powiedzieć? Mam już dość tego strachu ze strony ludzi. Mam dość milczenia i pojawiania się tylko wtedy, kiedy jestem potrzebny, kiedy komuś zbywa czasu.
Nawet się nie zorientowałem, kiedy zacząłem pisać czasem teraźniejszym. Chyba zbyt jestem pamiętliwy.
Dalej na szlaku. Szukam Jej.
0 KOMENTARZY:
Prześlij komentarz