"GDYBY TAK POWIAŁO ZDROWO...
TO BYM JESZCZE RAZ POFRUNĄŁ..."

Bieszczady w oku się kręcą

By | 18:38 4 comments
A wraz z nimi niesamowite wspomnienia z lipcowego wyjazdu. Wiadomo, że wszystko co dobre, szybko się kończy, ale na szczęście może trwać i chociaż najmniejszą chwilę cieszyć i radować. Tak pięknego miejsca jak Bieszczady nie widziałem nigdy dotąd i wiem, że jest to najpiękniejsze miejsce na Ziemi. Choć teren już nie tak dziki jak dawniej przed laty, mimo wszystko można znaleźć tam spokój i czas na refleksję. Zatrzymać się.

Nie byłem w Bieszczadach sam. Towarzyszyło mi rodzeństwo. I chociaż większość czasu spędzałem z nimi, mam wrażenie, że ja w tych górach znalazłem coś więcej niż wypoczynek. Coś dla swej duszy. Teraz kiedy patrzę na fotografie i wracają wspomnienia, wiem, że Bieszczady mnie zmieniły. Te połoniny, lasy, wzgórza, serdeczne "dzień dobry" od każdego mijanego na szlaku turysty, pogoda i niepogoda, rozgwieżdżone, czy zasnute chmurami nocne niebo... jakkolwiek by nie było, jest pięknie. Tego nie mam tu w Bytomiu. Tutaj, kiedy pada deszcz, miasto przestaje żyć. Kiedy jest upalnie, tylko się męczysz i denerwujesz.

Bardzo chciałem podzielić się z Wami fotografiami z wakacji mojego życia. Praktycznie nigdy nie rozstawałem się z aparatem, zrobiłem coś około 2 tys. zdjęć, oczywiście nie wszystkie zachowałem. Często fotografowałem jeden motyw po kilka razy, by potem wybrać to, co wyszło najlepiej. Uwielbiałem oglądać Bieszczady okiem obiektywu. Pokusiłem się o serię fotek artystycznych, nie koniecznie w formie zdjęcia surowego (nie lubię, kiedy fotografia przypomina zdjęcie z podręcznika do geografii).

Gdybym miał tu opisać wszystkie miejsca, które zwiedziłem, powstałaby swoista kronika całego wyjazdu i nikt zapewne nie dotrwałby do jej końca. Dlatego pokażę najciekawsze momenty, uchwycone chwile w tej krainie bukowej. Obok widzicie posępne ruiny klasztoru karmelitańskiego, które znajdują się w Zagórzu. Szkoda, że pozostało tylko tyle. Wyobrażam sobie, jaka to musiała być imponująca świątynia. W spokojnym miejscu, niejako bieszczadzkiej samotni.

Lesko, to małe bieszczadzkie miasto, jakich w Bieszczadach niewiele. Mimo iż prócz starej, żydowskiej synagogi, która pozostała synagogą jedynie z nazwy (wewnątrz znajduje się galeria sztuki bieszczadzkiej) nie ma niczego szczególnego, co przyciągałoby turystów, jest to senne miasteczko, które ma swój urok.


Zalew soliński, to atrakcja turystyczna dla każdego, kto lubi "mokry" wypoczynek. Można tu popływać na rowerkach wodnych (świetna frajda), żaglówką, no i oczywiście wpław. Przyszło mi kilka przedpołudni spędzić nad tym pięknym jeziorkiem. Dla tych, którzy nie wiedzą, dodam, iż pod zalewem znajdowało się kiedyś kilka starych wiosek. W miejscowości Solina jest zapora wybudowana przed zalaniem okolicznych terenów. Jest ona udostępniona do zwiedzania, jednak obowiązuje zakaz robienia zdjęć (na którym jak zauważyłem każdy turysta się wypina, a sam przewodnik uwzględniał czas w oprowadzaniu na cyknięcie kilku fotek).


Wodospad na potoku Hylatym. Największy wodospad w Bieszczadach. Udało mi się tu spełnić moje marzenie, a mianowicie tak sfotografować spływającą wodę, aby była "rozmyta", uchwycona została szybkość, z jaką woda spływała. Prócz tego wodospadu, miałem okazję zobaczyć także wodospad w Starym Siole, oraz w Sinych Wirach - miejscu pięknym i smutnym zarazem. Kto był tam stosunkowo nie dawno, ten wie o co mi chodzi.


Cerkiew w Łopience. Bardzo dawno temu była tu wieś. Piękne miejsce oddalone od szerokiej i głośnej drogi. Dziś ta mała świątynia znana jest uczestnikom festiwalu "Bieszczadzkie Anioły". W 2007 roku odprawiona została tu "Msza Wędrującego" w intencji tragicznie zmarłego poety Edwarda Stachury. Od tamtej pory co roku podczas festiwalu odbywa się tutaj eucharystia za uczestników imprezy. Bardzo piękna tradycja. Wewnątrz cerkiewka wygląda ubogo, ale dzięki temu bardzo pięknie. W środku stoi drewniana figurka Chrystusa Bieszczadzkiego czuwającego nad tą zieloną krainą.


Ten malowniczy i radujący oko widoczek to zaledwie mały fragment pięknego (moim zdaniem najpiękniejszego) szlaku na Połoninę Caryńską, oczywiście tego krótkiego z Przełęczy Wyżniańskiej. Tutaj można oddychać pełnią Bieszczadu. To zielone pasemko na szczycie wzgórza to owa Połonina. Ciągnie się z jednej strony do Połoniny Wetlińskiej, z drugiej strony do Tarnicy i być może dalej. Szlak czerwony, który prowadzi aż do Beskidu Śląskiego. Będąc tam wysoko, widzimy całą okazałość polskiej strony Bieszczadu. Tyle piękna, tyle Bożej wrażliwości, tyle wiatru i spokoju. Łzy w oczach. Szczęście. Naprawdę smutno było wracać...

I na koniec efekt mojego eksperymentowania z fotografią. Panorama ze szczytu Połoniny Caryńskiej. Jest to panorama zrobiona z trzech cyklicznych zdjęć. Strasznie się cieszę, że udało mi się to zrobić.



Choć nie było kiedy poznać całej okazałości bieszczadzkich gór, już dziś bardzo za nimi tęsknię i wiem, że chcę do nich wracać. Ten deszcz i wtórujący mu silny wiatr na Połoninie Wetlińskiej, towarzysząca im mgła. Ten tłok w "Chatce Puchatka", karteczka "Brak elektryczności! O lodówkę nie pytać!". Ta dzika trasa kolejką bieszczadzką z Majdanu do Balnicy, pajda chleba ze smalcem i trzy ogórki kiszone w barze "Siekierezada" w Cisnej, te pierogi łemkowskie. Ten chłód Soliny, te żagle na wietrze. W końcu te wieczorne ogniska, żubrówka z sokiem jabłkowym, kufle Tatry, Żubra i Łomży. Dla takich chwil warto żyć. I warto czekać na takie chwile, choćby oczekiwanie miało być długie, a same chwile zaledwie momentami.
Nowszy post Starszy post Strona główna

4 KOMENTARZY:

Oj piękna kraina. Osobiście kufle Leżajska preferuję, ale rzecz gustu. Brakuje jednego przecudownego miejsca, w którym cała rzeczywistość staje w miejscu. Cmentarzyku Żydowskiego w Baligrodzie. Przeurocze miejsce. Oj trzeba wracać w Bieszczady :)

Pozdrawiam,

Domka pisze...

ŁaaaaŁ.. Dawidzie..jak zwykle bardzo trafnie opisałeś swoje odczucia :)
Bieszczady.. z wielkim sentymentem zawsze wracam w te strony :) Ich urok zapiera dech w piersiach :) Polecam Ci jeszcze bar "Baza ludzi z mgły" w Wetlinie :) Klimatyczne miejsce...

Ikar pisze...

Co do Baligrodu, to muszę przyznać, że pominęliśmy ze względu na odcinek drogi, która nie była remontowana i naprawdę przejazd tamtędy był ryzykowny. 17 km uszkodzonej jezdni, na której jazda z prędkością 20km/h stwarza niebezpieczeństwo.

atrament pisze...

A ja jeszcze nie byłam w Bieszczadach... Jak narazie moją miłością są Tatry. Ale przez powyższą relację już zaczne planować wyjazd. Choć teraz nie będzie to już takie łatwe. Trzyletni (jak się okazało) wrocławski okres mojego życia dobiegł końca... Teraz w Bieszczady już bardzo daleko. Jednak trzeba marzyć i trzeba wierzyć, że nie ma rzeczy niemożliwych. Hmm... są tylko wybory...