...trzeba drugiego człowieka. Te mądre słowa zostawił nam Jan Rybowicz. Kolejna rocznica jego śmierci cicho minęła 26 maja. A może nie tak cicho? Coraz więcej ludzi ratuje strzępy jego twórczości, uzależnia się od tabletek ze słów. Wczoraj w Śmignie odbył się kolejny koncert Starego Dobrego Małżeństwa czczący pamięć poety i pisarza i jego bądź, co bądź kontrowersyjnych dokonań. Mimo iż niektóre utwory prozatorskie przepełnione są pretensjonalnością, eksponują nieudacznictwo Rybowicza, są to po prostu perełki polskiej literatury. I nie mówię tego, jako fan Starego Dobrego Małżeństwa, nadęty koneser sztuk trudnych, maniak, czy wyrafinowany krytyk, ale jako osoba tak samo słaba i momentami nieporadna jak on. Przypadłość człowieka, to oceniać. Zawieszać psy bez zastanowienia, palić na starcie. Dowodzą temu proste codzienne sytuacje, które mają miejsce. Ktoś zdaje się być potworem i od razu takiemu się szykanuje drogę, upokarza i ośmiesza. Dlaczego? No właśnie bez powodu. Ty taki/a jesteś, ja taki jestem. I raczej trudno będzie to zmienić. A jednak z drugiej strony tak bardzo nam potrzebny jest drugi człowiek. Zarówno jego miłość, jak i nienawiść. Jego altruizm i egoizm. Jego cnota i jego nieprzyzwoitość. I tu niespodzianka: To i to powinno nas czynić lepszymi i myślę, że większość z nas czyni. Tylko nie zrozumcie źle! Miłość każe się odwzajemniać, widok nienawiści ma nstawiać serce na współczucie osobie nienawidzonej i krzywdzonej. W tę stronę.
Nie każdy jednak szuka w doświadczeniach czegoś dla siebie, a jedynie strzela focha i przechodzi do ostentacyjnej zemsty. Są jeszcze ci, którzy poddają się wszystkiemu. I jeszcze tacy, którzy walczą, ale przegrywają. I tacy, którzy będąc już weteranami, wreszcie się poddają. Jan Rybowicz należał do jednej z tych kategorii. Nie powinniśmy poety wychwalać po jego śmierci w myśl dziwnej zasady "o zmarłym źle się nie mówi", piętnować tych, któzy utrudnili mu życie (może nawet przyczynili się do jego tragicznej śmierci). Powinniśmy MY (ludzie, chcący wizerunek Rybowicza w polskiej literaturze ocalić) czerpać wnioski i stosować je w życiu.
"Żeby było życie trzeba drugiego człowieka". Także życie tego bloga. Istnieje tylko dlatego, bo co jakiś czas otrzymuję mailem lub na gadu-gadu ciepłe słowa na jego temat, które są bardzo budujące.
Nie każdy jednak szuka w doświadczeniach czegoś dla siebie, a jedynie strzela focha i przechodzi do ostentacyjnej zemsty. Są jeszcze ci, którzy poddają się wszystkiemu. I jeszcze tacy, którzy walczą, ale przegrywają. I tacy, którzy będąc już weteranami, wreszcie się poddają. Jan Rybowicz należał do jednej z tych kategorii. Nie powinniśmy poety wychwalać po jego śmierci w myśl dziwnej zasady "o zmarłym źle się nie mówi", piętnować tych, któzy utrudnili mu życie (może nawet przyczynili się do jego tragicznej śmierci). Powinniśmy MY (ludzie, chcący wizerunek Rybowicza w polskiej literaturze ocalić) czerpać wnioski i stosować je w życiu.
"Żeby było życie trzeba drugiego człowieka". Także życie tego bloga. Istnieje tylko dlatego, bo co jakiś czas otrzymuję mailem lub na gadu-gadu ciepłe słowa na jego temat, które są bardzo budujące.
3 KOMENTARZY:
Ta myśl sięga wcześniejszych czasów. To jest jedno z założeń heglowskiej Fenomenologii Ducha. Następnie pogłębiana i analizowana była przez Emmanuela Levinasa. Ale czym by była, gdyby nie została uwieczniona w sztuce?
Pozdrawiam,
Zapewne. Jan Rybowicz był artystą niezwykle oczytanym, w jego dziełach często widać nawiązanie do myśli innych. Chociaż tom opowiadań "Czekając na Becketta" odnosi się do Becketowskiego "Czekając na Godota" itd, itd. Co do samej myśli bardzo wymownie wybrzmiewa w wierszu "Martwa natura", który gdzieś tu na blogu jest. Kiedyś go zamieściłem.
Hm.. kiedy mam przyplywy refleksji nad swoim życiem, bardzo lubie siegac do twoich tekstow Dawidzie.. Ten tekst rownież w pewnym sensie odnosi sie do mojego życia.. Dziękuję Ci za kolejne słowa tak dobrze dobrane do moich mysli, ktorych ja czesto nie umiem wyraźic..
Prześlij komentarz