Widzieć, że zbliża się ta ostatnia granica szybciej, niż najszybsza prędkość - prędkość światła. I nie wpaść w panikę (zwariować) spoglądając na pokos dni zmarnowanych. Ale czy zmarnowanych, tak jakby tu cokolwiek mogło być korzyścią na dłużej, niż spełnienie... Wiedzieć o tym na pewno, czuć to boleśnie (najgorsze są świty).
A mimo to wstać normalnie o piątej trzydzieści, umyć twarz, zęby i ręce. Zapalić papierosa, popić go mocną herbatą, wziąć śniadanie, zamknąć drzwi na klucz. Pójść jak co dzień do pracy, tam przebrać się w wilgotny ferszalunek, włączyć maszynę i pracować (a czas nieubłaganie okrada nas z życia) to, to jest naprawdę heroizm...
I jedyne wyjście!
Jan Rybowicz, Świadomość
0 KOMENTARZY:
Prześlij komentarz