Zapewne stali bywalcy pamiętają strzępy mojej prozy, której bohaterem był młody artysta - Konrad, który przemierzał kraj z gitarą i piórem, wyławiając indywidualne dusze, niczym perły i bratając się z nimi. Bądź, co bądź znów odnalazłem Konrada. Usiedliśmy przy stoliku, przy butelce tequilli on opowiadał mi kolejne urywki ze swego niesamowitego życia, a ja je opisywałem. Spiszę je tutaj, nie wszystko jednak. Karty w zeszycie nie są jeszcze do końca zapisane, ale istniejąca część umieszczona w nokturnach będzie motywacją i inspiracją do dokończenia opowieści.
Pociąg nocny, posępny i niewygodny wiózł Konrada poprzez osiadły gęsto mrok świata. W niewielkiej przestrzeni przedziału unosiły się w papierosowym dymie szepczące niepokojąco myśli. Ich zgiełk wprowadzał Konrada w niemal półsenny trans, ale jednocześnie przytłaczał. Nieuporządkowane, dość świeże wspomnienia, ich cienie pozwalały się oglądać pod przymkniętymi powiekami. A były w nich ruchy, spojrzenia barmanki, której artysta miał już nigdy nie spotkać.
Równy, rytmiczny stukot wagonów synchronizował się z refleksami świateł z zewnątrz, z rozpędzonego świata. Twarz Konrada podparta o dłoń na przemian jaśniała i ciemniała. I tak wreszcie pociąg zawiózł go w sen. Kiedy znów otworzył oczy, za pokrytą licznymi kropelkami szybą czaił się blady świt. Zza lustra widocznego w oddali jeziora wschodziło słońce, promieniami zdobiąc potwory futurystycznej technologii - olbrzymie satelity przypominające balony, z tym że zamiast koszy, posiadały tajemnicze urządzenia absorbujące grawitację. Konrad zadrżał z zimna. Zamknął natychmiast okno, po czym spojrzał na wyświetlacz telefonu komórkowego, by sprawdzić godzinę. Mimochodem w rogu ekranika zauważył ikonkę koperty. Nowa wiadomość tekstowa. Jej treść brzmiała następująco:
Cześć Konrad! Śniło mi się,
że jedziesz pociągiem do U.
Moje sny nie kłamią, a ten oznacza,
że musimy wreszcie pogadać. Bóg jeden
wie, kiedy wrócisz do domu. Bedę czekał
na dworcu w U.
Autorem wiadomości był Miro. Jeden ze słownych towarzyszy Konrada. Więcej niż kumpel, dużo mniej niż przyjaciel. W U. pociąg miał być niebawem już, artysta więc wstał z siedzenia, ściągnął z półki bagażowej swoją gitarę, po czym udał się na korytarz. Nieliczni pasażerowie, w większości jak zauważył Konrad, w szarych, betonowych, także niewidocznych, czy niewyraźnych twarzach również przygotowywali się do wysiadki.
Minęło może dziesięć minut i pociąg zwolnił, wjeżdżając w już nie zielone, a sine, popielate, tętniące sztucznym życiem pola. Ujarzmione postępem świata, ze wszczepioną pracowitością poruszały się po nim mdłe postacie jak zjawy próżne trącane w niebyt. Świat zwykł ich nazywać robotnikami. Cienie kominów porozrzucały noc w asfaltowe pola, a ich kłębiące się dymy dolewały ustawicznie szarości do całunów bezkształtnych chmur. Dalej z monumentalnych magazynów wyjeżdżały w taki świat pancerne pojazdy, masywne transportery kierowane przez owe próżne zjawy, zdać się może wierne nad wyraz tym technokratycznym świątyniom i ich demonom.
Głos znużonej kobiety przebijał się zza zasłony jęków hamującego pociągu, by ostatecznie do uszu wszystkich pasażerów mogła dotrzeć końcowa część komunikatu - "pociąg skończył bieg". I wreszcie kupa złomu utrzymywana przez koleje państwowe zatrzymała się i silniki umilkły na dobre. Powiew chłodnego wiatru huknął w lewe ucho Konrada na powitanie, a zawtórował mu grzmot z pobliskiej fabryki. Bezbarwni ludzie rozpłynęli się w powietrzu, pozostała tylko para zakochanych tuląca się na drugim końcu peronu, rozwlekając powitanie w nieskończoność i topiąc się w płynach ustrojowych.
Po brudnej, zapewne przynajmniej rok nie sprzątanej rampie walała się pierwsza i ostatnia strona jakiejś pomiętej, ubrudzonej czymś brązowym jutrzejszej gazety, a pod jedyną nie zdemolowaną ławką kimał zakapiorny anioł. Od czasu do czasu zadrżało mu czarne skrzydło.
C.D.N.
10 KOMENTARZY:
Może telepatia? ;)
Polubiłam tego Konrada. "Artystę i barmankę" przeczytałam jeszcze kiedy nie miałam konta na blogspocie, dlatego czekam na ciąg dalszy :)
A jeszcze odnośnie świata i ludzi: to jest właśnie piękne, że każdy ma ten swój świat, tak banalnie brzmiący. Tyle tylko, że trudno czasem się w nim nie zatracić, kiedy patrzy się naokoło. Ja wiem, że na świecie jest też mnóstwo dobra, piękna i wspaniałych ludzi, ale we wczorajszych nocnych rozważaniach, tak mocno dotknął mnie smutek właśnie nad tym zimnem i znieczuleniem ludzi.
Bo smutne jest, że jakikolwiek człowiek zaniedbuje pojawiające się okazje do czynienia dobra.
Dawidku, musisz koniecznie więcej wrzucać tego Konrada, bo już niemal zapomniałem o nim.
Dokładnie! Już w sierpniu tęskno mi do tych melancholii wieczornych, których nie uznaję za smutek, tylko raczej za spokój. A jesienią picie herbaty jest jak celebrowanie jakiejś uroczystości. To są wtedy najpiękniejsze wieczory: herbata miętowo - jabłkowa, którą ostatnio ukochałam sobie ponad wszystkie inne smaki, muzyka i dobra książka :)
A mi właśnie nie dane było być na Bieszczadzkich Aniołach, z kolei później nawet nie próbowałam się na nie dostać, kiedy SDM zaprzestało udziału w festiwalu. A skoro byli ojcami tego przedsięwzięcia, to stwierdziłam, że rzeczywiście - coś tam musiało zacząć być nie tak, może komercja zaczęła się wkradać. Teraz z kolei mam nadzieję na ten Rozsypaniec z ludzkiej ciekawości i wygody, bo już nie pamiętam, jak dokładnie było napisane na tej stronie od wolontariatu, ale chyba ma się zapewnione wyżywienie i nie wiem, czy jeszcze nie nocleg. Także miałybyśmy fajną trzydniową festiwalową przygodę, a potem byśmy zostały jeszcze na parę dni.
Właśnie. Jedni odchodzą na zawsze i pozostają zdjęcia, drudzy wyemigrują, a trzeci jeszcze nie wiadomo co. I to będzie naturalna kolej rzeczy, bo przecież przyjdą nowi, choć nie mówione, że wszyscy starzy znikną nagle z życia. A listy... Listów praktycznie już się nie pisuje, to właśnie to, czego tak bardzo nie lubię w Internecie - wygryzł to oczekiwanie na listonosza i radość z otwierania koperty.
Mówiąc, że twój znajomy ma inną wersję rozsypania Bieszczadzkich, masz na myśli to, że jest ona kompletnie sprzeczna ze słowami Pana Myszkowskiego, czy przedstawiona z innego punktu widzenia?
Oj, na ten tryptyk to i ja mam chęć ogromną! :)
Hm... Szkoda. Bo, jakby nie patrzeć na to, jakie są teraz opinie tych wszystkich ludzi, którzy tworzyli, działali, to przecież połączyła ich naprawdę ładna idea, a dziś? Każdy chce być wyżej od każdego i jak łatwo można się w tym zatracić.
Pan też to zauważył, Szanowny Panie Dawidzie? ;)
Bardzo miło mi się wymienia z Tobą komentarze, naprawdę.
Jako, że jestem idealistką wybieram metafizykę! Więzi międzyludzkie, przeznaczenie, bratnie dusze - stawiam sobie to wszystko ponad prawa fizyki. Fizyką niech zajmą się realiści :) Rozum czy serce? Tu wybór jest trudniejszy. Serce najczęściej miesza mi w odpowiedziach na pytania, których udzielił rozum. To odwieczna bitwa tych dwóch stworów. To, że przeznaczenie nie jest tak namacalne, jak materie nie umniejsza jego doskonałości. Wręcz przeciwnie - materie nie zniszczą przeznaczenia, ponieważ jest ono nienamacalne, nie można go zbadać, dotknąć, posmakować, powąchać, a to, co nieuchwytne zawsze bardziej pociągało człowieka. Także dopóki jest człowiek - dopóty jest też przeznaczenie. Tylko z człowiekiem może współgrać, bo przecież człowieka najbardziej dotyczy.
I ja również bardzo chciałabym Cię poznać. Wydaje mi się, że w tym wypadku sprawdza się teoria o tych "bratnich duszach" :)
Pociągi... Każdy gdzieś prowadzi, nawet jeśli to pociąg-widmo. A polskie dworce potrafią mimo wszystko być magiczne :) (Tu szczególnie polecam dworzec w Tarnowie, nigdy nie zapomnę widoku tego budynku o zachodzie słońca). Pozdrawiam serdecznie :)
Prześlij komentarz