Ja, niżej krwią, potem, paznokciem podpisany, deklamuję tobie, co następuje:
W dniu przesilenia, ostatniego dnia pierwszego na planecie My, zabrzmiał mi *asty raz gniewnie zniercierpliwiony afrodyzjak spojrzenia. W oczach zderzyły się planety, opuszkami palców przepłynął na mnie wysoko stężony dreszcz (ze sto woltów miał), ekranowane solidnie akustyczne fale z domieszką ciepłego westchnienia poderwały zakurzoną strunę bytu mego do drgań. Zapaliło się. Wszystko sie paliło. Płomienne skwarności trawiły zapach alkoholu, spalały się w powietrzu drobiny zmąconego ze struny kurzu, nikły jak małe iskierki, odzwierciedlało to głębokie w transie przedziwnym jezioro. A potem utonęło. Jezioro. Uschło. Popiół i kałuże. Tak w najśmielszym głosie rozsądku zabrzmiały słowa...
...że zdarzył się Ten Jedyny Raz, by nie mógł zdarzyć się nigdy więcej.
Upłynie w tej dolinie wiele dni
Utonie wiele gwiazd
Zatraci się w kosmosie My
Znów będę sklejał skrzydła nad zdemolowany świat
1 KOMENTARZY:
"Więc nie martwmy się, bo w końcu nie nam jednym się nie klei
Ważne, by choć raz w miesiącu mieć dyktando u nadziei"
Prześlij komentarz