I znów w myślach osiągnąłem wszystko. Nigdy w takich myślach jednak nie byłem sam. Za każdym razem otoczony serdecznością uśmiechu i ciszą kołyszącą. Taką ciszą, co pozwala słuchać najspokojniejszej muzyki, bez męczącego uczucia nudy, jaki w każdym innym zgiełku dopadałby z pewnością. Nie byłem sam. Ostatnia w moim życiu, w każdym "wypadzie do wieczności" szła ze mną i nic nie przestawiała, ani nie komentowała. Pasowało jej to wszystko, co w moich myślach było. A potem wracaliśmy do życia.
Teraz siedzę nad ciepłym blatem stołu, ćma podgląda co piszę na kartce i dziwi się po co mi kosmyk włosów Ostatniej. Nie rozumie jednak tego, co piszę. I ja tego nie rozumiem, dlatego przychodzi mi to trudno. Ciągle w głowie mam mętne słowa życzliwego, że już nigdy więcej...
Tyle, że to "nigdy więcej" już raz było. I nauczyło, by nie mówić "nigdy".
0 KOMENTARZY:
Prześlij komentarz