Piszę dziś trochę wcześniej, bo czeka mnie trochę jeszcze do zrobienia, a jutro wczesnym rankiem wyjeżdżam, więc nie nadrobiłbym i tak. Generalnie wstałem rano i głowa mnie bolała, że hej (zważywszy, że wczoraj nic nie piłem :P), ale to ciśnienie niskie. Dziś o 17 graliśmy mini-koncert z okazji jakichś tam obchodów. Zaprosili nas, to nie wypada odmawiać. Oczywiście biednemu zawsze wiatr w oczy. Podłączyliśmy już nawet sprzęt do nagrywania i teoretycznie koncert jest nagrany, jednak wyjście konsolety musiało być zepsute i nagrało się 20 minut ciszy. No, ale nic. Przyszła pewna ekipa osób, do dziś mi obca, którym się podobało, pogratulowali, obdarzyli ciepłym uśmiechem (pozdro dla Agi i ekipy!). Porobili nam zdjęcia i nawet nakręcili teledysk live. Chociaż tyle mamy z tego koncertu. W sumie, to trema nie była już potrzebna i prawie w ogóle jej nie było kiedy wszedłem na scenę, publika to była głównie masa, która przyszła napić się piwa i zjeść kiełbaski. Ale i tak reagowała żywo. To tyle z relacji z koncertu.
Przede mną wyjazd w góry – kurcze, jak ja dawno nie byłem w górach tak, żeby sobie móc pochodzić całymi dniami, robić fotki i chłonąć ducha tych wspaniałych szlaków. Co prawda wyjazd do długich nie należy, bo tylko 3 dni, ale nie ma co narzekać. Myślę, że wyzbyłem się wszelkich stresów co do życia, chociaż pięknie nie jest. Jest tęsknota do Niepoznanej, Nieujawnionej (nie, nie zrobiłem błędu, tak to ma być napisane). Zniknie, kiedy się ujawni Ona. Póki co, to tylko poezja i syndrom Jana Rybowicza – poety, którego cenię najbardziej jest mi lekarstwem.
Przede mną wyjazd w góry – kurcze, jak ja dawno nie byłem w górach tak, żeby sobie móc pochodzić całymi dniami, robić fotki i chłonąć ducha tych wspaniałych szlaków. Co prawda wyjazd do długich nie należy, bo tylko 3 dni, ale nie ma co narzekać. Myślę, że wyzbyłem się wszelkich stresów co do życia, chociaż pięknie nie jest. Jest tęsknota do Niepoznanej, Nieujawnionej (nie, nie zrobiłem błędu, tak to ma być napisane). Zniknie, kiedy się ujawni Ona. Póki co, to tylko poezja i syndrom Jana Rybowicza – poety, którego cenię najbardziej jest mi lekarstwem.
2 KOMENTARZY:
koncert wyszedł mega pozytywnie.
pominę fakt, że struna G mi nie stroiła... ale jakoś sobie dałem radę.
Łączę palcami dwa punkty na mapie
Tak blisko, a przecież drogi tyle
Drogi z beztroski pełnym plecakiem
Nad której końcem żal się pochyla
(wyk Na Bani)
Jesteście fantastyczni naprawde dobrze was sie słuchało :) Nie moge sie doczekać kolejnych występów :D i wydaje mi sie że moja ekipa sie ze mną zgodzi :D
Życze bolących nóg po powrocie z gór :) i dużo satysfakcji z wyprawy :) Ja uciekam na Jure:) Napewno będzie okzaja sie jeszcze spotkać i bliżej poznać. Przy innym ogniu w inną noc :).
Pozdrawiam serdecznie!!!!!!
Diabełek (Agnieszka)
Prześlij komentarz