"GDYBY TAK POWIAŁO ZDROWO...
TO BYM JESZCZE RAZ POFRUNĄŁ..."

O samotności

By | 13:02 2 comments
Czy rzeczywiście jest mi z nią aż tak źle? Muszę aż tak bardzo tęsknić do tej Niepoznanej, która gdzieś wyczekuje mnie, swego Niepoznanego? Czy aż tak spieszno mi do udławienia się miłością? Aż do bólu zależy mi, aby stuknęła mi do głowy pięknie jak wino, ale bez uszczerbku na zdrowiu? Chyba takie niecierpliwe, drżące oczekiwanie spowalnia czas, jak każde inne oczekiwanie na coś, co nadejdzie dobre. Spójrz, panie D. Spartoliłeś kiedyś pierwszą, jak dotąd ostatnią szansę. No... może obydwoje spartoliliście. Racja. Powód? To nie było to. Źle pojąłem miłość. I wtedy zabolało. Kiedy myśl jak tępa drzazga powoli wbijała się w serce: że miłość przychodzi całe życie. Śmierć i podobna tobie Twarz będzie jej apogeum, na którym w słodkim szczęściu poprzestaniesz. Bądź cierpliwy. Samotność także cię kocha. To ona cię najbardziej rozumie, skoro ciągle przy tobie jest. Tyle z tobą wytrzymała. Ty też z nią wytrzymaj. Pocieszę cię: jesteś od niej silniejszy! Samotność to ponoć anioł, który ma taką służbę, że musi znosić czyjąś życzliwość, albo nienawiść. Tyś doskonalszy od anioła. Masz ciało i jesteś widzialny. Z drugiej strony, gdyby ten anioł był jednaki i tak samo trwał dla każdego samotnego, nikt nie byłby samotny. To prawda. Gdyby definicja samotności mieściła się w encyklopedii, uniwersalna i sięgająca wszystkich, nikt nie byłby samotny. Ba! Co tam wszystkich! Wystarczy, że sięgałaby tylko jednej prócz ciebie osoby, a już nie bylibyście samotni. A tak to masz swoją samotność. Swoją własną. Ty swoją rozumiesz po swojemu. Przecież to nie jest takie złe...
Nowszy post Starszy post Strona główna

2 KOMENTARZY:

Samotność jeśli nie staje się obsesją jest bardzo ważną sferą naszego życia. Nawet jeśli żyjemy w miłości, związku, rodzinie, biada jeśli utracimy naszą samotność. Samotność jest sferą, w której spotykamy siebie samego, w której możemy stanąć w prawdzie, w której możemy nawiązać relację z tym co transcedentne.

Ikar pisze...

Tak... lubię być sam w niektóych momentach. Gdzieś wyjechać żeby pobyć z sobą... jednak nie może być takich chwil za dużo. Jednak dobrze jest mieć "drugą połówkę". Po prostu tak długo jej już nie ma, że nawet nie jest mi już z tym tak źle jak dawniej. Może to przyzwyczajenie, może po prostu jest mi dobrze nie wychodzić z nikim w weekend, tylko grążyć się w myślach... nie jest otakie złe. A jak przyjdzie miłość i zajdzie w głowę to i tak nic na to nie poradzę.