To, co widzę w odbiciu okna. Prócz nocy. Za tą szklaną szybą, szklane, deszczowe chodniki. W ich płaszczyźnie wiernie wyryta jakaś obca twarz. Twarz jego. Najbardziej wyraźne są przeszklone oczy. Spogląda dokładnie we mnie. Mogę wejść w niego i zobaczyć wszystko od wewnątrz. Podaną jak na tacy "całą jaskrawość". Codziennie mijają go ludzie, kiedy przemierza swój uliczny wątek kroków donikąd. Od czasu do czasu spotyka znajomych i przyjaciół. Z serdecznością, nie potrafijący przebić się przez zimny mur pozorów, i uśmiechem podziwiają jego siłę i zaradność. Nie ma zamiaru przecież zaprzeczać. Może miło jest słuchać takie rzeczy, a może rzeczywiście jest w tym licha krztyna prawdy, której sam zwyczajnie nie daje rady zauważyć. Bywa i tak. Ale tak naprawdę, to ludzka niewiedza nie daje potrzeby zajrzenia w głębię. Mur stoi. Zimny, masywny i cholernie trudny do przebicia. Nieliczni, którym raz pozwolono się wspiąć na ten mur, ledwie zajrzeli, co jest po drugiej stronie, dostrzegając cząstkę prawdy. Z małym przejęciem podsumowali ją optymistycznie, bo przecież musi być dobrze.
Tymczasem on, każdego wieczora wraca do domu, włącza małe światło, jak najmniejsze i patrzy w okno. Patrzy na mnie. Wciąż i wciąż tymi samymi, przeszklonymi oczami. On twardy i zaradny. Mówi mi w myślach za każdym razem... że nadejdzie kolejna noc i znów będzie łkał w poduszkę, bo tak bardzo chce... tak bardzo kocha... i tak tęskni. Nim zamknie oczy, wykrztusi jeszcze "To nie zaradność. To nie siła" i zniknie. A ja znów za późno zadam sobie pytanie, po której dzisiaj byłem stronie...?
Tymczasem on, każdego wieczora wraca do domu, włącza małe światło, jak najmniejsze i patrzy w okno. Patrzy na mnie. Wciąż i wciąż tymi samymi, przeszklonymi oczami. On twardy i zaradny. Mówi mi w myślach za każdym razem... że nadejdzie kolejna noc i znów będzie łkał w poduszkę, bo tak bardzo chce... tak bardzo kocha... i tak tęskni. Nim zamknie oczy, wykrztusi jeszcze "To nie zaradność. To nie siła" i zniknie. A ja znów za późno zadam sobie pytanie, po której dzisiaj byłem stronie...?
4 KOMENTARZY:
Czasem warto spojrzeć na siebie w odbiciu. Można zauważyć rzeczy, których na codzień nie widać. Odbicie jest rozmyte i mniej wyraziste, a więc łatwiej przez nie trafić do głębi. Ale czy da się zobaczyć całego siebie?
Przecież jak mrugniesz prawym okiem, odbicie mrugnie lewym. Wszystko jest na odwrót, ale może dzięki temu jest bardziej przejrzyste?
Tak... bardzo często widzi się wtedy podaną jak na tacy całą jaskrawość. To jest dobre... jednak w tym wypadku otwarte zostały pewne rany...
Pewne rany trzeba otworzyć, aby móc je zamknąć. Sam czas rany nie wyleczy. Gdzieś w głębi, cały czas rana będzie się odzywać. Tylko miłość może uleczyć.
Wielu z nas nosi na co dzień swoje maski, jakże inne i bardziej "życiowe" od nas wewnętrznych. Może nas to w jakiś sposób chroni?
Wiem tylko,że bywa męczące;/
A co do ran...ani czas nie działał ani miłość,więc rady nie znam;)
Prześlij komentarz