Spłynie na nas ten
narkotyczny spokój,
błękitny.
Będziemy chodzić w nim
jak zakochani
zaczadzeni miłością,
z wilgotnie rozświetlonymi oczami...
Będziemy zachwycać się tym wszystkim,
co dotychczas paraliżowało nam ruchy:
zasuszonym kwiatem w Biblii,
wyblakłymi fotografiami,
nagrobkami najbliższych o barwie popiołu,
osuwającym się czasem...
I z pogodnym uśmiechem
przekroczymy spokojnie
tę granicę,
za którą jest
owa wytęskniona Kraina
tak soczyście kolorowa
jak filmy amerykańskie w technikolorze;
ten raj, ten eden,
to inne życie.
Życie!
Jan Rybowicz
____________________
Zawsze taki wygadany w kwestiach swych uczuć. Wymowny, słownie zaradny. Ja, prowadzący własny styl wypowiedzi, zachwycający się naiwnie najprostszymi rzeczami. Dziś w ogromie szczęścia zrozumiałem, że moje własne słowa to za mało. I sięgnąłem po ten nieśmiertelny kawałek poezji Jana Rybowicza z lekkim wyrzutem sumienia, bo mam dziś to, na co biedaczyna czekał całe życie, i się nie doczekał. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że te "jaśkowe banki mydlane" poeta zostawił, aby co szczęśliwsi mogli się nimi wyrażać.
I brakło mi podszytych wiatrem słów.
No bo się zakochałem...
2 KOMENTARZY:
Ah, żeby to ludziom na świecie tylko z takich powodów brakło słów, jak Tobie :)
Wtedy nie byłoby Twojego komentarza :)
Pozdrawiam
Prześlij komentarz