"GDYBY TAK POWIAŁO ZDROWO...
TO BYM JESZCZE RAZ POFRUNĄŁ..."

Jesień Ludzi Gór

By | 14:41 1 comment
   Trochę żałował, że wybrał się na szlak w taką pogodę. Mleczne niebo i mgła mocno ograniczająca widoczność niestety nie pomagały. Szedł powoli, nigdzie się nie spieszył. Co jakiś czas robił krótki postój, by wysypać z lichych na wędrówki butów piasek i kamyczki. Robił to za każdym razem z szerokim uśmiechem, śmiejąc się z siebie, że taki kiepski z niego turysta. Ciężkie, zupełnie schodzone glany nie nadawały się zbytnio na długie szlaki, do których Mundo już przywykł i polubił. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że takich ludzi bez stałego dachu nad głową kręci się w przełęczach całkiem niemało i że niedzielni turyści mówią o nich "górscy żebracy". Bo to w schroniskach dosiadują się do uczciwych ludzi, co to przez cały rok zarabiają ciężko pieniądze... ciężko albo za pomocą przekrętów, dziarsko zagadują, ci co mają gitarę naprzykrzają się pretensjonalnymi śpiewkami, o których prawie już zapomniano... rzekomo. Potem proszą o coś do jedzenia, albo jakiś grosz. Studenci, którym w głowie jeno się nawalić, a w nocy wychędożyć przyrównują ich do slumsowych cyganów. Inne mieszczuchy, którzy i tak nie wiadomo po co w góry przybyli, a łażą po Trzech Koronach, Rawkach, czy Giewontach w adidasach lub sandałach, albo szykownych bucikach na koturnie traktują ich jak wyrzutków społeczeństwa. Jednak nikogo to nie obchodzi, bo zapytasz człowieka szlaku o jego historię, życiorys, a on odpowie z uśmiechem "musiałbym liczyć wszystkie przełęcze, doliny i ścieżki które mam za sobą, a szkoda na to głowy". Inaczej zaś mają się sprawy, kiedy jakaś turyścina fajtłapa zagubi się na szlaku i o zmroku strzyga przyciśnie jej pierś. Jak chwali wnet świeckie dobra, kiedy wsparty o kij zza zakrętu pojawi się odludek, społeczeństwa margines i górski cygan. Nie raz jakiś najdus chwali nawet Boga i z pełnymi gaciami wonnego strachu poprosi o wskazówkę. Taki Mundo uwielbia strach w oczach turysty, roześmieje się w duchu. Ale pomoże, a jakże! Dopiero gdy do schroniska zbliżą się, bądź gdzieś do cywilizacji, co bliższy człowiekowi najdus zmierzy wzrokiem człowieka gór, a zauważywszy mizerny strój, znoszony but, czy włosy tłuste zapyta "a ty tak po tych górach łazisz całymi dniami? Skąd ty jesteś?". Mundo odpowie "stąd jestem, ale nie powiem więcej, bo czuję, że taka baja o niespokojnych wędrowcach zanudziłaby cię na śmierć". Obcy marszczą brwi, wzruszają ramionami i odchodzą. I każdy włóczęga by powiedział coś podobnego, co Mundo. Bo nie miewają z reguły nic. Tylko jeden język, jedno serce i upychają to serce w każdy możliwy luz. Ot, tak.
Nowszy post Starszy post Strona główna

1 KOMENTARZY:

Anonimowy pisze...

Dawno Cię tu nie było.