"GDYBY TAK POWIAŁO ZDROWO...
TO BYM JESZCZE RAZ POFRUNĄŁ..."

Schronisko "Enklawa" cz.2

By | 23:13 2 comments
z pamiętnika Konrada


   Wtedy weszliśmy do „Enklawy”. Poczułem się obcy jeszcze bardziej. Najbardziej, kiedy na powitanie wyfrunęła woalka szaro-niebieskiego dymu papierosów. I te stop klatki w każdych sytuacjach prowadzonych przez postacie wewnątrz. Stop klatki i czujne świdry wielu przenikających spojrzeń. Sam nie wiem, jak odpowiedziałem, chyba pozwalając zajrzeć do swojej duszy. Zaraz postacie wróciły do swych sytuacji i mogłem je wszystkie na spokojnie policzyć. Wyglądały, jakby zapomniały o mojej obecności. Nikt choćby nie burknął nic na powitanie, nie dało się słyszeć żadnego oddechu, o podaniu ręki nie wspominając. Zupełnie jakby całkiem byli nieżywi. Policzyłem ich i w głowie oszacowałem, że w „Enklawie” musi być ciasno. Siedmioro ukrytych w tak niewielkiej sadybie… no nic. Nie zebrałem dotąd dobrze myśli i zamiarów, jakiś pobyt w schronisku nie zaszkodzi (oszukuję się, bo wiem, że i tak decyzji nie podejmę, za szybko przywiążę się do matecznika spokoju i ani się obejrzę, a minie sezon). Nadzieja, nie poparta żadną sensowniejszą motywacją, że pomyślę, co dalej robić z życiem podpierała się póki co wyłącznie na dosyć przytulnym wnętrzu „Enklawy”, dlatego troski zasnęły snem głębokim.
   A śpiąc dały upust raźnemu nastrojowi, który od razu pokolorował postacie krzątające się po izbie, na piętrze i w małych pokojach przylegających do izby. Mary stały się ludźmi w różnych odcieniach. Nikt nie był do końca biały. Nie było do końca czarnego. Wszyscy mniej lub bardziej szarzy. Brudna biel i wyblakła czerń również istniały.
   Nova pchnęła mnie w stronę dużego dębowego stołu otoczonego ławami zbitymi prowizorycznie, ot tak byle szybko było coś do siedzenia, jak więcej spokrewnionych ściągnie z przełęczy i dolin. Do kilku postaci kiwnęła głową, do niektórych krzywo się uśmiechnęła, czyniąc coś w rodzaju powitania z kimś, z kim obcuje się na co dzień, a nawet jeszcze częściej. Siadłem sobie na ławie przy oknie, a ona przyniosła w metalowym kubku herbaty, wcześniej nalewając ją aluminiową chochlą z olbrzymiego gara. Gar stał na kaflowym, kuchennym piecu. Biło z niego ciepło.
   Skromnym i powściągliwym uśmiechem podziękowałem dziewczynie za herbatę. I chyba zbyt powściągliwym. Odkąd dotargałem się do ogniska Munda, Mira, Jura i oczywiście Novy, w zasadzie tylko ona była ze mną przez cały czas. No i Miro. Ale jego znam do znudzenia. A tu Nova… może widziała, że Mundo zbyt zamknięty w swych przemyśleniach żyjący od papierosa do papierosa, nie zapyta skąd to ja i dokąd ja. Juro odzywał się w ogóle mało, ale nic tego nie tłumaczyło. Nie palił. Po sposobie poruszania się i zachowania przyczaiłem, że myśliciel z niego żaden. Mira aż nosiło, by za pomocą swego daru profetyzmu odpowiedzieć na kilka moich egzystencjalnych pytań… których właśnie od wejścia do „Enklawy” zacząłem unikać i uśpiłem. Musiał też wyczytać w myślach, że nie życzę sobie żadnych iluminacji i sugestii. Wyszło na to, że zrozumieliśmy się bez słów, za pomocą dwóch, czy trzech spojrzeń. Ale Nova… była mną wyraźnie zainteresowana. Od początku.
   Siadła naprzeciw mnie. Zastanawiała się nad czymś, taksując mnie tymi… no nie ma co się oszukiwać cudnymi, dziewczęcymi oczyma. Złapałem się na tym, że i ja nie mogłem oderwać od niej wzroku. Ale nie patrzyłem, aby patrzeć. I ona też nie. W przeciwnym razie szybko ucieklibyśmy spojrzeniami od siebie. Ale siedzieliśmy w bezruchu. O niczym nie myślałem. Wypowiadałem w głowie tylko dwa słowa. W kółko. Że ma piękne oczy. Jakbym je skądś znał.
   I odezwała się nie do końca jeszcze zagojona rana w nodze. Roztarłem łydkę, wyrywając nas oboje z transu spojrzeń. Nova zapytała, czy boli jeszcze bardzo. Bolało na tyle bardzo, że rozzłościło mnie jej pytanie i prawie na głos chciałem skomentować to „głupie pytanie”. Ugryzłem się wcześniej w język. Rozmasowałem ból. Ustąpił.
   Zwróciłem teraz całą swoją uwagę na postacie. W dalszym ciągu nikt się nie dosiadał, nie przywitał, ręki nie podał. Więc przyjrzałem się im uważnie i dopiero wtedy dotarło do mnie, że ich sytuacje są bardzo dynamiczne i żywe. Chłopak w ciepłym, grubym golfie pilnował, by gar z herbatą nie ostygł, mrucząc pod nosem przy okazji, że w każdej chwili wszyscy mają mieć możliwość ogrzania się gorącą herbatą. Jakaś babka wyszła z łazienki (kątem oka przyuważyłem dziwiąc się niezmiernie, że łazienka ma cholernie wysoki standard. Normalny natrysk, do tego wanna i spora umywalka), niosła kosz ze świeżym praniem. Po przekątnej izby wisiała żyłka na pranie, więc na nią poczęła pachnącą świeżością odzież rozwieszać. W pokoju znajdującym się najbliżej ław, na których wespół z Novą siedzieliśmy, przy małym stoliczku obok okna ślęczał nad białą kartką mężczyzna może w moim wieku. Nie widziałem jego twarzy, gdyż siedział oparty łokciem o blat, dłonią zakrywał oczy. Zrozumiałem, że czyta list od dziewczyny, która go w nim zostawiła. Płakał. Płakał na pewno. Pomieszczenie dalej, był to swego rodzaju alkież z kominkiem i małym szynkwasem. Za nim stał najstarszy w „Enklawie” jegomość. Miał łeb porządnego pijaka, a łapska silne, jak ręce drwala, który dalej drzewa obala siekierą. Bawił się w barmana, czy co? O tej porze jeść nie chciał nikt. I wycierał szynkwas wilgotną filcową szmatą. Dokładnie i powoli…
   I znów spojrzałem na Novę. Oczy jej się zmieniły, zaszkliły, jak zawsze kiedy za długo patrzy się w jeden punkt. Może to głupie, ale ona coś we mnie zobaczyła. Coś ulotnego, jakoby zniknąć zaraz miało, więc napatrzeć się chciała. Bez kompleksów, po prostu. Tylko, że ja zacząłem się chyba czerwienić. Ale nie powiedziała nic. Stary w alkierzu znów przetarł bar. I tak dotarła do mnie z otchłani niepamięci tamta chwila. Kiedy brylant upadł w ciemność, kamień w wodę… by nigdy się więcej nie znaleźć.
   Ja już prawie zapomniałem o namiętności. O pragnieniach. Opuściłem marzenia i fantazje. Kiedy we śnie straszliwa fala zalała me wspomnienia, a ja nie miałem kończyn, by próbować się nie utopić. I znów pisząc o tym, obserwując zapatrzoną we mnie śliczną, piękną… po prostu kochaną dziewczynę na nowo stałem się mężczyzną wracającym do świata żywych na dobre. Zagoiła się rana na mej nodze. Przestały boleć złe pamiątki z utraconego domu, bo nareszcie zrozumiałem, że ta oto, najpiękniejsza dusza o kasztanowych włosach, twarzowo zakręconych, odnalazła siebie. W moich oczach. Ona też już wiedziała, że ja to wiem. Zmrużyła oczy, kiedy skojarzyłem wszystkie wspomnienia i fakty. Może i właśnie na to czekała. Tylko oboje nie wiedzieliśmy co zrobić z tym dalej. Równocześnie lekko się uśmiechnęliśmy. Lekko, ale nie powściągliwie. To był uśmiech dwojga niepoprawnych romantyków, którzy dopowiadali sobie sytuacje, tworzyli właśnie przeznaczenie, a pokrętne drogi z różnych stron skupiły się w jednym węźle. Pytania bez odpowiedzi, odpowiedzi nie znalazły, za to całkowicie wyparowały. Stały się nieistotne.
   Odnalezione w sobie spojrzenia nie mogły być jednak wszystkim. Brakło czegoś. Ale tylko na chwilę. Jakby zsynchronizowały się dwie obce strefy czasowe, bo moja prawa i jej lewa dłoń splotły się delikatnie, niezwykle czule na dębowym stole. Boże… czy to Ona? Przecież nigdy więcej mieliśmy się nie spotkać. I niemal słyszałem w swoich myślach jej myśli, gwałtownie odpowiadające mi na to poruszające, frapujące pytanie. Tylko chyba nie chciałem tej odpowiedzi w tak metawerbalnej formie.
   Zawstydziłem się, a za oknem zdążyło się już ściemnić. Jakby na zawołanie? Postacie też już umilkły. A jej obecność wciąż nie zmęczona czekała na mój pierwszy krok ku schodom na księżycowe i ciche poddasze. Wyjrzałem raz jeszcze za okno. Faktycznie, mała polanka w środku lasu jak senne oko zamknęła się, przykrywając pod powieką nocy sadybę. „Enklawa” spała na dobre. Tylko nie my.  Potem metafizyka z domysłami i przeznaczeniem przeobraziła się w fizykę, pewność i zachłanność.
Nowszy post Starszy post Strona główna

2 KOMENTARZY:

Anonimowy pisze...

Jest w Tobie coś wkurzającego, ale błagam Cię pisz! Jesteś naprawdę dobry!

Ikar pisze...

Dobry, nie dobry... dość rzadka częstotliwość pisania mego wynika iż mam ważniejsze pasje do realizowania, w każdym razie dziękuję za obydwa komplementy! :)