Poprosił ją łagodnie,
by nie pytała o minione dni. Odkąd patrzył na Nią, jak na
najważniejszą Teraźniejszość Swoją, bał się, że wspomnienia
Mu Ją zabiorą. Nie chciał przejąć tego, co między Nimi powoli
rozkwitało, powracającymi obrazami obumarłych jesieni. Dopiero
przecież kończyła się zima. Miała zacząć najpiękniejsza
wiosna. A Ona znała ogólniki, szczegóły tu nie wnosiły żadnych
rewelacji.
Nie bez powodu tak
zależało Mu na zachowaniu bezpiecznej bariery pomiędzy zrujnowaną
pamięcią, a spokojną wodą chwili. Każdy najdrobniejszy okruch
wspomnienia dokuczał sercu. Strach. Prosty, zwykły, naturalny
strach, który odebrać potrafił więcej, niż w istocie było. A
wtedy w momencie krótkiej nieuwagi można stracić wszystko,
nieodwołalnie.
Obracanie w żart
krótkich anegdot nie daje nic, poza wrażeniem praktycznego
pancerzyka, który kusi. Nazywanie po imieniu doświadczonych
podłości, to jak zanurzenie palca w płomyk świeczki, wyjęcie go,
jak już zacznie parzyć i udawanie, że w ogniu nie ma nic palącego.
Jest to kosztowne tworzenie miraży, które owszem, wyglądają
ładnie i imponująco w Tamtych Oczach. Ale Kreator obrośnie w
nienormalny strach, że oto przecież może właśnie patrzyć w Oczy
przyszłego wspomnienia. Fundamentu kolejnego, zwodniczego mirażu. A
obecnie – Teraźniejszości Najpiękniejszej.
Nie przelewa Mu się
czułości. Jakże cudownie byłoby wydychać chemię zauroczenia. On
teraz ma trwożącą świadomość, że jeśli Teraźniejszość
istnieć przestanie, pozostanie Próżnia. Na jednym jej końcu
przeszłość z umierającą zbyt długo jesienią, a po drugiej
stronie wiosna, która nie wiadomo czy nadejdzie zgodnie z wyrokiem
kalendarza. Wiele razy już zawiodła.
Ona. Patrzy Mu w Oczy
powściągliwie. Ten dystans Go umacnia i przekonuje o poczuciu Jej
wartości. Każdy zwykły przechodzień widzi zawsze w Nich coś
niezwykłego. Gdyby On miał pytać mijanych szaraków, to pewnie
reagowaliby zawiścią, burknięciem, może niejeden pokręciłby
nosem, w pośpiechu tylko rzucając na Nich okiem przytaknął,
rozpychając się z niecierpliwością wykrztusił, co mu pierwsze na
myśl przyjdzie. Za bardzo przecież łączy Ich ten sam strach, by
nie można było tego nie zauważyć na pierwszy rzut oka.
Ona lubi Go słuchać i
rozpoznaje pierwsze przypuszczenia. Wchodzi w teraźniejszość, choć
czeka. Wydaje Mu się w tym tajemnicza. Na pewność, jak na każdy
niematerialny skarb trzeba zapracować. Aż wreszcie skończy się
zima na dobre.
Prosi Ją, by nie pytała
o dni minione. Posiada Ją w teraźniejszości. Nie chce przeszłości
przejmującej strachem myśli, odsuwającej w tych myślach Ją, dla
niemal fizycznego bólu rany zamkniętej.
Czekają na wiosnę.
0 KOMENTARZY:
Prześlij komentarz