Niech nie zagaśnie maleńki płomyk, gałązka trzaśnie
Skryty żar skrzętnie w szarowinie sadzy, skryty przed słońcem i ludźmi. Od wiatru czasem zaświeci mocniej i pali wnętrze, rozpala samotność, boli tak boli, tak strasznie. Wiatr, słowa innych, kochanych, a widok ten dłoni splecionych, cieni złączonych rozgrzebuje, roznieca... nie umiem tak pisać. I nie chcę mówić, że coś jest nie tak, gdy brakuje odwagi, kończą się łzy. A ufać, ufać... nie ma komu do końca, by wodą kojącą ugasił samotność węgielka, żarzącego się dalej i dalej. W nim twarze bólu, brunatne, zjęczałe zawodzą, brakuje słów już dalej. Bo pójdą jeszcze z wiatrem niesione za wysoko, nie trącając listków płaczących wierzb, brzóz, nawet topoli...
Skryty żar skrzętnie w szarowinie sadzy, skryty przed słońcem i ludźmi. Od wiatru czasem zaświeci mocniej i pali wnętrze, rozpala samotność, boli tak boli, tak strasznie. Wiatr, słowa innych, kochanych, a widok ten dłoni splecionych, cieni złączonych rozgrzebuje, roznieca... nie umiem tak pisać. I nie chcę mówić, że coś jest nie tak, gdy brakuje odwagi, kończą się łzy. A ufać, ufać... nie ma komu do końca, by wodą kojącą ugasił samotność węgielka, żarzącego się dalej i dalej. W nim twarze bólu, brunatne, zjęczałe zawodzą, brakuje słów już dalej. Bo pójdą jeszcze z wiatrem niesione za wysoko, nie trącając listków płaczących wierzb, brzóz, nawet topoli...
Zaskwierczy błyśnie jaśniejszy płomień
Zapatrz się zamyśl ogrzej nim dłonieI
Zostań, zostań milczeniem wołam
Me serce popiół - żar pod popiołem

0 KOMENTARZY:
Prześlij komentarz