"GDYBY TAK POWIAŁO ZDROWO...
TO BYM JESZCZE RAZ POFRUNĄŁ..."

Gdy człowiek natrafia na ścianę

By | 14:47 1 comment
Kolejna rzecz z rozmyślaniami. Uzbierało się trochę tego przez ten niemy na blogu, a głośny w życiu, w sercu czas. Trochę nowych pytań, klika odpowiedzi. Generalnie udało mi się wyciągnąć kilka pytań z własnej podświadomości, na pierwszy rzut oka bardzo powszechnych, czyli: "dlaczego mi się nie udaje?", "czemu Bóg mi nie pomaga?", "czy Bóg zapatrzył się w inną stronę?" Nie da się na to prosto odpowiedzieć. To bardzo ważne pytania i dobrze, że człowiek tak zaczyna się buntować i je zadaje. Jest to objaw tęsknoty za dawną chwałą, którą nam odebrano dawno temu w Raju. Ktoś upadł i został strącony. Teraz pragnie się mścić i mści się cały czas. Człowiek jest pchnięty w odmęty wojny między dwoma światami. Jest mu źle, bo albo coś zawala, albo mysli, że Bóg ma go gdzieś. Jak sobie z tym poradzić? Nie ma prostej odpowiedzi. Tylko tyle, że trzeba uwierzyć. Twoje życie jest puste? Przeplatane euforią, skrajną radością, a zaraz smutkiem i pustką? Bo nie masz duchowej podstawy. Nic z rzeczy materialnych nie zapewni trwałego szczęścia. Ogólnie człowiekowi wieczne szczęście odebrano. Można być szcześliwym kochając, ale to też wiąże się z dużym krzyżem (czyt. trudem). Wiara jest rzeczą, która ma pomóc i uczyć przeżywać trudności, a nie ciągłym odczuwaniem obecności Boga. Właśnie, że nie! Boga nie masz czuć. Odczuwa się emocje i one przemijają! I tyle. Koniec i kropka. A co do serca, to trzeba go słuchać. Współczesny człowiek nie słucha własnego serca. Tu jest błąd. Jeśli uważasz, że zagmatwałem, napisz - możemy pogadać. Może to wszystko jest za trudne, ale to nie ma być łatwe. Trzeba się wysilać, żeby swoją podstawę duchową zbudować. Zacznij od nowa. Ja też zacznym od nowa. Codziennie.
Nowszy post Starszy post Strona główna

1 KOMENTARZY:

Henki pisze...

Masz rację, wiara w sama w sobie nie jest uczuciem, jest podstawą, filarem. W zagmatwaniu tego świata jest czymś, co pomaga nam się odnaleźć.
Myślę, że nie każdy bunt jest zły, tak jak powiedział Benedykt XVI: "trzeba w pokorze i w świadomości własnej niedoskonałości, aczkolowiek nieustannie wołać: Panie, przebudź się!" (to nie dosłowny cytat, ale sens ten sam).
Często jest tak, że czujemy się niesprawidliwie potraktowani przez Boga, staramy się i doskonalimy, a mimo to spływa na nas jakieś nieszczęście. Owa "niesprawiedliwość" wynika z czasu próby, kiedy powinniśmy rzec "nie zasłurzyłem na to, ale się nie poddam i wyjdę na prostą". Tego czasem od nas wymaga. Woli walki, woli życia powstałej z buntu.
Pozdrawiam :)