"GDYBY TAK POWIAŁO ZDROWO...
TO BYM JESZCZE RAZ POFRUNĄŁ..."

Przydałby się...

By | 17:09 6 comments
...człowiekowi swoisty lek na lenistwo. Wszelkie typologie, typizacje, czy typikacje (czy jakkolwiek się to zowie) temperamentu podatne są na ten destruktywny czynnik, ten fakt, ten "coś", który siedzi w nas. Ale to tylko mała dygresja...
Dziś mnie naszło, żeby wylać na ten blog swoje refleksje na temat szczęścia, jak wylewa się je w barze przed barmanem. Ktoś może to przeczyta. Uczę się odróżniać szczęścia od radości, dobrej chwili. Uczę się być szczęśliwym, nie latając trzy metry nad Ziemią, nie będąc w cudownej euforii. Szczęśliwym być, to mieć pukładane w głowie pewne sprawy, posiadać moralną hierarchię, mieć wytyczony jakiś cel i być świadomym, że dopiero na końcu życia się stwierdzi, czy się go osiągnęło, czy nie. Marudzenie, że mi coś wciąż nie wychodzi, odstawiam na bok, bo to jest normalne. Nie wszystko ma wychodzić. Tak samo smutek. Nie jest to przeciwieństwo szczęścia. To emocja. A każda emocja przemija. Być szczęśliwym, to być pogodzonym z własnym nałogiem, jak również ze wszystkimi swymi słabościami; to umieć wyrazić siebie; odnajdywać radość w odpowiednim czasie i miejscu; rozwijać się; kochać; kierować się ku Dobru. Wcale nie załamię się, mówiąc, że szczęście trochę wymaga. Właśnie nie. Tych wszystkich rzeczy człowiek z reguły potrafi się trzymać bez problemu. Tylko zaśmieca sobie głowę problemami, zamiast przyjąć je godnie i zacząć nad nimi pracować. I pocieszająca jest myśl, że te wszystkie "wymagania" mogę spełniać każdego dnia. Wszystkie. Wystarczy tylko widzieć i wiedzieć, co się robi. Nie mogę określać, czy jestem szczęśliwy, patrząc przez pryzmat "czy mam dobry humor, czy ostatnio mi si udało i czy dobrze się czuję". Z życiem wpierw się godzi, a potem dyskutuje i zmienia. I właśnie kierując się tym - jest mi łatwiej żyć. Tyle dziś zrozumiałem.
Nowszy post Starszy post Strona główna

6 KOMENTARZY:

Unknown pisze...

No nie wiem czy z nałogiem należy się godzić... :) Pozdrawiam ;)

Ikar pisze...

A co mam się załamywać, że nie daje rady? Jak sie z nim pogodze, to będzie łatwiej się podnosić

atrament pisze...

Tak... Przydał by się lek na lenistwo. Jak na razie jedynym na to lekarstwem jest walczyć własnymi siłami psychicznymi - tak to nazwę.
Co do tych nałogów to wg mnie trzeba zaakceptować, że się jest w nałogu, nazwać to po imieniu i starać się zmienić, jednak nie dołując się jak od razu nie wyjdzie.
Cieszę się, że tu trafiłam i przeczytałam tych kilkadziesiąt zdań. Ostatnio jakoś trudno mi zaczynać na nowo. Ale muszę się przełamać, bo wiem że tego chcę.

Pozdrawiam!!
i zapraszam do mnie :)

Ikar pisze...

Dziękuję, cieszę się, że ktoś "z zewnątrz" też coś umie skomentować ;)

Henki pisze...

Twoja teoria szczęścia, jest najtrafniejszą, jaką do tej pory słyszałam. Radość i smutek to uczucia, szczęście to całokształt. To własne "Ja" przez duże "J". Bo w człowieku siedzą dwa "ja". "Ja"-dążące do doskonałośc, do dobra, "stworzone na obraz i podobieństwo Boga", oraz "ja"-te niedoskonałe, słabe, skore do upadku.
Aby dojść do doskonałości, do szczęścia, "Ja" musi zaakceptować "ja" i wciąż go zmieniać, przejmować inicjatywę, mimo iż nieraz to "ja" jest silniejsze...

Unknown pisze...

Hm co do godzenia się z nąłogiem jeszcze... Nie to nie chodzi o to żeby się zakatować wyrzutami sumienia czy coś w tym stylu... myślę że po prostu trzeba użyć innego słowa... bo pogodzić się z czymś to wg mnie przyjąć że jest tak jak jest i tyle i nie robić już z tym nic wiecej, zrezygnować... A wydaje mi się że Owszem trzeba przyjąć że jest się tylko człowiekiem i że się ma swoje nałogi ale na tym nie trzeba poprzestać i wydaje mi sie że i ty tak uważasz po prostu róznica w pojmowaniu znaczenia słow :P Pozdrawiam :)