"GDYBY TAK POWIAŁO ZDROWO...
TO BYM JESZCZE RAZ POFRUNĄŁ..."

Prosić o pomoc

By | 13:45 5 comments
Z bagażem pewnych doświadczeń zauważam, że często potrzebuję pomocy. Jako dusza zagubiona w coraz bardziej szalonym świecie. Może stająca się nawet częścią tego świata. Jednak, czy to pycha, czy to duma, czy pragnienie samowystarczalności każą czasem milczeć. Kiedy nie umiem sobie poradzić z otaczającym mnie, coraz mniej podszywanym wartościami światem. Po co mam co jakiś czas mówić, że mam problem. Że jest mi źle, że potrzebuję pomocy. Czy aby przyjaciele nie spojrzą na mnie jak na nieudacznika? Bejdaka, któremu trzeba pomóc, bo przeżywa stałe konflikty wewnętrzne? Kiedy słyszę, że Prawdę i upomnienia interpretuję tylko pod siebie, bo tak robią ludzie, którzy mają z czymś problem, pytam - skąd ta pewność, że mam akurat z czymś kłopot? Pada odpowiedź - nie wiem. Takie sprawiasz wrażenie.
Może potrzeba trochę zamknięcia? Może na niektóre problemy, sam dla siebie jestem odpowiedzią. "Żaden człowiek nie jest samotną wyspą osłoniętą od sztormów", ale także żaden człowiek nie potrzebuje stałej opieki troskliwych przyjaciół, którym już nawet nic nie trzeba mówić. Sami zauważą. Jest to niezręczne. Jak potem będę mógł pomóc innym ludziom, skoro każdy naklei mi etykietę człowieka wiecznie zagubionego? "On ci nie pomoże, bo sam potrzebuje pomocy...". Czy jest już aż tak źle, że zadaję tak dziwne pytania i piszę o sobie tak, jakbym się nad sobą użalał? Nie. Po prostu wstyd mi, że nie potrafię sam znaleźć odpowiedzi na niektóre pytania.
Nowszy post Starszy post Strona główna

5 KOMENTARZY:

Ruda Zołza pisze...

Mi także bardzo trudno poprosic o pomoc i nie chodzi tu o sprawy czysto uczuciowe czy emocjonalne, ale o zwykłą pomoc w sprawach codziennych. Rozumiem, że nie mogę wszystkoego umiec i potrzebuje czasami wsparcia, ale gdy ktoś mi pomaga czuje się jakbym go wykorzystała, zabrała mu cenny czas...

Wstyd, że nie umiesz znaleźć odpowiedzi na pytania? A kto umie? Przecież w życiu nie chodzi o ich znalezienie tylko o szukanie.

Jeśli chodzi o pomoc w sprawach codziennych, Rudolfinko, których nie umiesz zrobić, to się trochę zgadzam, że to może być wykorzystywanie. Przecież w obecnym świecie, ludzie kształcą się i inwestują aby mogli zarabiać na wyręczaniu ludzi w tego typu rzeczach. Jak się zepsuje samochód, nie naprawiam go sam tylko oddaję do specjalisty. Podobnie jak męczy mnie kaszel to idę do lekarza. Proszenie o pomoc znajomych w takich sprawach, może być niezręczne, choć żeby wyrównać rachunek często można po prostu postawić piwo, obiad lub bilety do kina.

Ikar pisze...

No wiesz, tu bardziej chodzi o pewne dziury, ubytki duchowe. Zwłaszcza, kiedy odpowiedź już wcześniej padła, a ja dalej na to samo pytanie szukam odpowiedzi, często żaląc się przyjaciołom.

Anonimowy pisze...

Czasami jak się ma takich przyjaciół, to wrogów już nie potrzeba...

No ale chyba od tego ma się przyjaciół. Przed kim się otworzysz jak nie przed przyjacielem? Wiąże się to z dodatkowym ryzykiem, bo ufając uchylasz tarczę osłonną na Twoje uczucia. To może zaboleć. Ale przecież o to chodzi. Relacja nie musi być łatwa. Jak jest łatwa to znaczy, że nie jest prawdziwa.