Od świątecznych porządków zacznę. Jednak tu nie chodzi o ścieranie kurzu, pucowanie mebli i mycie okien. Stary zeszyt z czasów, kiedy byłem jeszcze naiwnym poetą, tworzącym bez uwagi na krytykę i na innych, a dla siebie i dla tych, którzy dostrzegą tylko mnie, a nie wyrób mojej fantazji. Całkiem nie dawno, bo dwa lata temu przestałem regularnie pisać... i generalnie pisać w ogóle. Wtedy, kiedy powstawały najlepsze moje wiersze. I w miarę dojrzałe i całkiem płynne. Jeden postanowiłem przepisać. Piękny, obrazkowy zapis chwili przy małej filiżance kawy w jednej z bytomskich kawiarni. I tak się rozlała cała rzeka wspomnień.
Siadła Pani przy stoliku
W deszczowe południe niedzielne
Pani o włosach, oczach w czekoladę
W prawie pustej kawiarni "Suplement"
Siadła przy stoliku, zaczęła czytać książkę
W oczach jej błyszczały rozdziały
Zdania, dialogi, przypisy dolne
A wyraźne były, jakby Pani
Odzwierciedlała życie w tych słowach
Patrząc na Panią, jak przechyla filiżankę
Odrywa na chwilę oczy od stronnic
I wcale inne wtedy nie są
Pani szuka swego smutku, szuka w prozie
Sztuka nigdy nie porzuca artysty. Jedynie artysta może porzucić sztukę. Zapisane słowa zostają, bo mają jakaś wizję przekazania światu, że są jeszcze słowa bez kłamstw tak nieskalane jak pierwsze słowa w Raju. Słowa są wiecznie żywe. Zawsze coś przyniosą. Nigdy nie wiesz komu w danym momencie pomogą. Tylko pozostaje pytanie. Czy porzuciłem poezję z czystego egoizmu, czy zupełnego wypalenia? Choć co ja mogę wiedzieć o wypaleniu do cna? Czy może po prostu powiedziałem już wszystko, co miałem do powiedzenia. Napawa mnie to niepokojem, bo... sam już nie wiem.
2 KOMENTARZY:
Oj David, David, nie damy się "filom". :P Pozderki!
No a jak :D
Prześlij komentarz