z pamiętnika Konrada
- Co jest? Miny macie nie tęgie. - Jeszcze było mi wesoło, więc zapytałem tonem wiecznie rozbawionego Jokera.
- Miro odszedł trzy dni temu, kiedy byłeś po słowackiej stronie. - Odpowiedziała mi Czarna. Sucho i ponuro.
- Wiem. Mówił mi, że już tak nie może żyć. Wyciągnął swój dowód osobisty i powiedział, że wkrótce wraca do Świata. Chciał zapomnieć o sobie i zacząć żyć ze zjawami. Pewnie pojechał do rodziców pogodzić się z nimi i znaleźć legalną pracę.
Czarna wzruszyła ramionami. Rozejrzałem się po sieni.
- A gdzie Nova?
- No właśnie. Jej też nie ma. Od wczoraj. Rano chciałam zanieść jej śniadanie. Ale w waszej izdebce na poddaszu był już tylko jej zapach. Musiała odejść przed świtem.
- Nie zostawiła wiadomości? Może poszła do innego schroniska...
- Jakiś czas już zachowywała się dziwnie. Jakby nie umiała znaleźć sobie miejsca.
Poszedłem na poddasze. Nic. Pokoik wysprzątany. Zajrzałem pod poduszkę, gdzie zwykła chować swój sennik. Nigdy nie ukrywała go przede mną i zawsze pozwalała do niego zajrzeć. Kiedy zmagała się z jakimiś myślami nachodzącymi ją w snach, łatwiej było jej o tym napisać i pozwolić mi przeczytać, niż mówić o tym. Pod poduszką nie było nic. Ani skrawka papieru. Na biurku pod oknem nie leżała żadna koperta zaadresowana do mnie. Żaden list, ani jednego słowa. Byłem spokojny. Czasem uwielbiała ciszę i samotność, co rozumiałem i szanowałem. Może po prostu chciała gdzieś pójść sama. Nie bała się lasu, ani gór i znała je lepiej ode mnie. Tyle, że zawsze mówiła dokąd idzie, dlaczego. Trzymała się tej zasady, a kiedy oznajmiała o takich planach (najczęściej kiedy byliśmy sami) w jej oczach jawiły się pytania, czy pozwalam, czy rozumie, a jeśli nie, to zostanie dla mnie. W moich oczach zawsze miała tę samą odpowiedź. Że jest wolna, że będę tęsknił, ale tak, rozumiem. "Przychylnego szlaku" - zawsze wtedy życzyłem jej tego.
Wróciłem do alkierza sadyby.
- Dziwne... - mruknąłem nalewając sobie grzanego wina z garnca. Siadłem obok Czarnej, która wyraźnie się martwiła i trapiło ją jakby srogie poczucie winy.
- Może powinniśmy jej szukać. - Zaproponował Mundo, który też nie potrafił znaleźć w sobie miejsca dla takiego zmartwienia. - Nie miała dobrego tempa, a jedyne szlaki na południe do Ukrainy i na północ do Świata.
- Wychodzi na to, że nie chciała by na nią czekać i by ją szukać. - Sam nie wierzyłem w to, co właśnie powiedziałem. - Więc na pewno nie poszła drogą. A gdyby szła na południe, to bym ją spotkał.
- Ale nie zaszkodzi, by wybrać się na północ.
- Konrad, a może jednak było w niej coś, co mogło cię zaniepokoić? Może jakieś dwuznaczne znaki zdarzyło jej się ujawnić. Coś może pisała...
- Nie ma jej sennika. Tam pisała wszystko, o czym myślała. Wszystkie sny, niespokojne myśli i tym podobne. Zabrała go ze sobą. Nic z jej strony nie było podejrzane. Tylko szczerość miała zawsze w oczach. Nie uciekała wzrokiem, gdy do niej mówiłem. Nie zająknęła się przy żadnym wyznaniu, przy żadnej odpowiedzi. Nic, co mogłoby mnie zaniepokoić.
- Więc, co robimy?
Iść za nią? Może i bym ją znalazł. Gdyby się udać tam, gdzie podpowiada serce. Ale nie jestem pewien, czy nie wtargnąłbym w jakąś sferę intymności, która była tajemnicą nawet przede mną. Mógłbym ją wtedy skrzywdzić. A to była ostatnia rzecz na świecie, którą chciałbym uczynić. Z drugiej zaś strony nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś jej się stało. Jeżeli już by nie wróciła, to i ja nie miałbym przed sobą żadnego szlaku więcej. Wzruszyłem ramionami.
- Zasady...
- Nasze zasady mówią wyraźnie. - Mundo oparł pięści o stół i spojrzał mi w oczy z powagą kata. - Jeżeli któreś z nas odchodzi bez słowa, wszyscy musimy za nim podążyć. To nie prywatne ciągotki. To nie egocentryczna chęć znalezienia tej osoby dla nas samych, by uspokoić umysł. To prawo więzi. Przeznaczenie kieruje nas ku sobie nie bez powodu, dlatego żyjemy nadzieją, że potęga więzi między Ludźmi Gór ma siłę do odnalezienia zagubionych.
- Mogła pragnąć się zagubić.
- Konrad, o czym ty mówisz? Odchodzący mają obowiązek pożegnać się choć jednym słowem, a my nie mamy prawa ich zatrzymywać.
- Kto to wymyślił? Ty?
- Wszyscy. I wszyscy się z tym zgadzają. Ale nie chcę się z tobą kłócić, Konrad. Nova odeszła bez słowa. Może poszła na grzyby, a coś ją złego spotkało. Może poszła za daleko i ktoś ją zawinął.
- Nawet o tym nie myśl...
- A może to ty coś spierdoliłeś? Może to twoja wina?
Spojrzałem mu głęboko w oczy.
- Tak. - Powiedziałem wstając powoli. - Może. Jeżeli rzeczywiście, to wam nic do tego. Jeżeli to moja wina, to ja powinienem ją teraz znaleźć, przeprosić i przyprowadzić do Enklawy.
Udałem się w stronę sieni. Zaciągnąłem płaszcz - ostatnią odzież z tamtego Świata, przez plecy przewiesiłem gitarę - połowę mojej duszy i nim ktokolwiek, cokolwiek zdążył powiedzieć, jedną nogą byłem już na zewnątrz sadyby.
- Ale pozwól pomóc. Pomóc Novie. I sobie też. Konrad. Pozwól. - Chłodna, jak ton głosu dłoń Czarnej chciała mnie zatrzymać. Mocno. Mocno więc się wyrwałem.
- Byłem tylko sam, dopóki nie napisałem dla niej na serwetce kilku słów. Byłem sam, kiedy utrwaliła mnie w przekonaniu, że się więcej nie spotkamy. Byłem sam, kiedy spotkałem ją wśród was. Sam, kiedy odkryłem, że to ona, sam kiedy teraz odeszła i będę sam, by jej szukać.
Stali kompletnie mnie nie rozumiejąc. Zdecydowałem się wyjaśnić.
- W was widzę tylko tępy bunt przed Światem i Zjawami. Niby to buńczucznie opuściliście domy. Choć wcześniej mieliście w nich wszystko, czego potrzeba mieszczuchom. Wiele rzeczy dostaliście na tacy i podziwiam, że mimo to nauczyliście się żyć bez gadżetów świata i jego jaskrawych kolorów. Powiem więcej. To wam zawsze mówiono, co zrobiliście źle i podpowiadano, jak to naprawić. A po wszystkim, cała reszta uchodziła wam płazem. A mimo to, nie ciągnie was tam, gdzie wystarczy trochę dać się poniżać, by za późniejszą zapłatę kupić sobie coś, co pozwoli wam o tym zapomnieć. Podziwiam to, naprawdę. Mnie uczyło już samo dzieciństwo, z którego pamiętam tyle, że nawet na kogoś, kto otrze łzy trzeba sobie samemu zasłużyć, nawet jeżeli jesteście cholernie niewinni. Uczyła mnie hipokryzja rodziców. Moim telewizorem był dach czynszowego bloku, gdzie nauczyłem się tego, co we mnie dobre. Napatrzyłem się na przykłady miłości i szczęścia, których nie doświadczałem. Sam sobie odpowiadałem z wiekiem na pewne pytania. Zawsze sam. Oprócz tych chwil, kiedy była ze mną Nova. I w dalszym ciągu udowadniam sobie, że można żyć jak w bajce, jeżeli od początku samemu będzie się ją budowało, nie zważając na niezrozumienie ludzi naokoło. Sam zbudowałem swoją osobowość, kiedy uciekłem ostatni raz z czterech ścian, gdzie nikogo już nie było. Być może teraz coś zniszczyłem, ale to, że jestem sam tylko pozwoli zrozumieć mi pełnię, kiedy da Bóg, odnajdę Novę. Mnie życie nauczyło, że w samotności osiągnę wszystko, by nie być samotnym dłużej niż jest to mi potrzebne. Dlatego po prostu pójdę. Sam. I pożegnam się z wami. Nie wiem, co się wydarzy, coś się skończy, a co się zacznie. Pożegnam się zwykłym "bywajcie", by odejść teraz od was tak samo szybko, jak szybko się z wami znalazłem. A wierzę, że znalazłem się dla niej i tylko ją teraz chcę szukać.
- Konrad... idź z Bogiem.
Zamknąłem drzwi.
1 KOMENTARZY:
Gitara - połowa jego duszy... hmmm dobrze ją mieć gdzieś poza ciałem ;)
Prześlij komentarz