Czarna Ziemia nn/nn
nn-nnn Piętro Czwarte (drzwi naprzeciwko windy)
od: Konrad Pawłowski
Dolina w długich cieniach
Piętro pod niebem
z listu Konrada
Chyba miałeś rację, kiedy ostatnio do mnie pisałeś. Rację w tym, że nie da się zerwać całkowitego kontaktu ze światem. To on sprawił, że wciąż tu jestem. Żywy. Ten doktor, który mi pomógł po wypadku, pomógł bez tych całych świstków, ubezpieczeń i innych pierdół. No i Ty. Cieszę się, że tak Cię interesuje mój pamiętnik i niedokończone w nim wpisy. Dobrze, że go pokazujesz w tym całym Internecie. Ułatwiasz mi tym samym kontakt ze światem, a ja być może ułatwiam niektórym pojmowanie świata ponad nim samym. Rozumiesz, co mam na myśli?
Novy wciąż nie znalazłem. Wiesz co, stary, naprawdę mi z tym źle. W pamiętniku mam czas na bycie innym, doskonalszym i wrażliwszym. List, to list. Osłabiają mnie już te frazesy i kreowanie swojej rzeczywistości i osobowości na postaci książkowe. Bez względu na to, ile mnie z nimi łączy! Pękam.
Spadam.
Już tak kurwa nie mogę. Nie znam innych słów. Każdy dzień spędzony w podróży po śladach wspomnień i domysłów to pierdolone zataczanie kręgów w środku lasu. Nie życzę Ci Ikarze, z całego serca Ci nie życzę takiego chorego stanu. Kiedy bezcelowo idziesz naprzód, z kimś obok, aż tu nagle ten ktoś znika bez słowa. To nie w porządku. To nie fair. Dlaczego? Dlaczego?!
Oczywiście jak zwykle szukam całej winy w sobie. Ja już bracie wariuję, wiesz? Gdybym od czasu do czasu nie zamienił w jakiejś knajpie słowa z miejscową żulerką, pewnie już bym się gdzieś chybotał.Tego mi trzeba Ikarze. Tego. Prozaicznego życia. Chyba idę na wypalanki. Nadam się, to nadam Nie nadam, to kopną mnie w rzyć i poniesie mnie gdzie indziej.
To chyba tyle irytacji.
Tu, gdzie jestem niebo jest jakieś posiniałe, grzbiety Tatr coraz bliżej. Widocznie idę w kierunku zachodnim. Śniegu już masa, choć jesień gore. Jakby pory roku chciały coś powiedzieć. Ciepło mi jest, wypalacze sklecili mi z łat, barwionego na czerń lnu płaszcz z kapturem, podszyty grubą warstwą bawełny. Bawi mnie ta peleryna, bo jak idę z kapturem na głowie, to mnie szerokim łukiem omijają. A i mam kożuch na kołnierzu, to wyglądam tak szerzej w barach, wiesz.
Chyba przemaka mi futerał gitary. Podstrunnica pociemniała od wilgoci. Latorośl z masy perłowej jakoś się zasyfiła. Mam nadzieję, że nie umrze mi ten kawałek drewna za prędko. Część mojej duszy, jakby nie patrzeć.
Zrywa się wiatr, ciężko pisać dalej, więc kończę. Dziurawe zadaszenie i niepewny zydelek, na którym siedzę też mi pisania nie ułatwia. Napiszę jak zawędruję na hale.
P.S. Ale poradź mi coś przyjacielu, poradź coś mojej nędznej psychice, w tym momencie kurewsko nędznej. Nie wiem. Zrugaj mnie. Opierdol. Wyzwij od ciepłych kluch i różowych pup. Cokolwiek. Daj mi jakieś światło, bo przestaję widzieć w ciemności!
Konrad P.
do: Konrad Pawłowski
W drodze na Podhale czerwonym szlakiem od Tarnicy
W czarnym płaszczu gdzieś pod niebem
od: Ikar Niepoprawny
Czarna Ziemia nn/nn
nn-nnn Piętro Czwarte (drzwi naprzeciw windy)
Konradzie...
Wzięło Cię, co? Wzięło Cię na serio. Choć pewnie nigdy się nie spotkamy, to nie stoi to na przeszkodzie, by chlasnąć Cię porządnie w pysk słowami. Rugał Cię nie będę. Przekonanie, że jeśli jakimś przypadkiem się jednak spotkamy, to od razu walnę Cię z liścia, powinno wystarczyć. Człowieku. Czytam od ponad roku i tylko Twoimi słowami piszę w tym internecie ostatnimi czasy, to co przytrafia się Tobie i co się wyrabia. Ostatnie strony Twojego pamiętnika, jakie mi wysłałeś, martwią mnie nieco. Wnioskuję, że wy tam w tej waszej Enklawie cofacie się emocjonalnie do pokolenia Kolumbów, albo co gorsza do polskiej cyganerii. Brak Wam tam jeszcze fety i LSD, a już dawno utworzylibyście niepodległe państwo.
Zgadłeś. Nabijam się. Z jednej strony cenię, rozumiem i szanuję wasz honor i odwagę. Samozaparcie i instynkt życia, życia blisko natury, innych włóczęgów i samych siebie. Ale Ty Konradzie chyba starasz się za bardzo odstawać od reszty, co? Twoje ostentacyjne trzaśnięcie drzwiami Enklawy, Twoje wyjście jak na krucjatę dla uratowania cnoty księżniczki uwięzionej w wieży godne jest politowania. Czy jesteś wrażliwy, czy jesteś wyrachowanym chujem, nie ma znaczenia. Sprawa jest prosta. Dziewczyna ta raz już kopnęła Cię w dupę. Pamiętasz? Opowiedziałeś mi to kiedyś przez telefon, a ja potem napisałem zgrabne opowiadanko. Ty chyba bracie uwierzyłeś za bardzo w to, co dopisałem. Że żałowała. Że wybiegła w mrok, aby Cię szukać, kiedy przeczytała Twoje słodkie wierszowe słówka zapisane na serwetce. Nie wiesz, co było w Twoim życiu fikcją literacką, co urojeniem, wyobrażeniem jakiejś miłości od pierwszego wejrzenia, a co twardą rzeczywistością pod przykrywką lśniących włosów i zmysłowych oczu. Wierzę w siłę oczu. Ba! Pamiętaj, by zawsze patrzeć w oczy, a nie na oczy! Ale Tyś stary pojechał po bandzie. Chciałeś chyba zobaczyć jej synapsy w mózgu. Wiem, że minęły trzy lata odkąd mi to opowiedziałeś. Miałem nadzieję, że po prostu banicja nauczy Cię pewnych reguł życia. Niestety tak się nie stało.
Nova, a właściwie Marta Nowicka kopnęła Cię Konradzie Pawłowski w dupę. Ująłeś ją być może swoim romantyzmem. Być może fikcja literacka nie okazała się tak do końca fikcją. Ale nie okazała się też niczym głębszym, niż powierzchowność ochoty na dobrego chłopaka, który nie skrzywdzi, nie zrani, zabawi i będzie można go zostawić tanim kosztem, bo tylko jego własnej słabości.
Nie protestuj tam pod nosem i nie kurwuj na mnie, bo wiesz, że mam rację. Ty tylko nie chcesz w to uwierzyć. Koniec. Null. Nawet w waszych enklawach, szałasach i schroniskach doświadczysz pogardy i skurwysyństwa. Ale jak widzę, również braku rozsądku.
Ale... zazdroszczę Ci. Jakkolwiek sam swojej dupy nie kopiesz naiwnością i biczujesz się drogą bez celu, tak zazdroszczę. Widzisz, przynajmniej mogę Cię rozumieć w jednej rzeczy. Walczysz o swoje. Nieudolnie trochę. Może nie do końca po męsku. Ale walczysz. Cicho Ci się przyznam, że pod moją twardą skórą i przywiązaniem do rzeczywistości narodziło się mnóstwo wątpliwości. Wątpliwości poznawcze. Jak zostać dobrze zrozumianym? Jak ma wyglądać pierwszy krok, by nie spłoszyć? Czy aby nie przesadzam z powściągliwością? Jak poznać, że w pewnym momencie prosty uśmiech, to będzie już za mało? Że to już właśnie teraz potrzeba więcej, a jeżeli się spóźnię, to może już być za późno? Czy wystarczy być sobą? Dziwne pytania, wiem. Oszczędny w słowach opisujących emocje, tylko dlatego, by je opisać gestem. Widzisz Konradzie. Mówić można bardzo dużo i bardzo ładnie. Problem w tym, że w pewnym momencie granica między szczerością, a chęcią zaimponowania może się zatracić i w słowa przekradnie się pycha, mitomania. Wierz mi. Tak trudno się pohamować. Ale coś w końcu kiedyś być trzeba będzie powiedzieć. Gest poprzedzić słowem. Uprzedzić. Myślisz, że światło nadejdzie samo w odpowiednim momencie?
Przepraszam za tyle słów. Ale też weź je sobie do serca. Przemyśl moje wątpliwości. Trudno mi było wyrażać siebie swoimi słowami, więc robiłem to Twoim pamiętnikiem. Na szczęście mogłem odpisać Tobie na list i jednocześnie w nim się wyrazić, uzasadniając to przyjacielską korespondencją.
P.S. Konradzie! Masz miękkie serce. A jak się ma miękkie serce, trzeba mieć twardą dupę. Pamiętaj o tym!
I.N.
1 KOMENTARZY:
Ładne to.
Prześlij komentarz