"GDYBY TAK POWIAŁO ZDROWO...
TO BYM JESZCZE RAZ POFRUNĄŁ..."

Prawdziwy przywódca zwycięża jedynie w połowie...

By | 20:12 2 comments

Konflikty zbrojne, to sprawa zawsze aktualna. Wojny, podboje były od zawsze i pewnie przyszłość szykuje jeszcze wiele mniej lub bardziej krwawych wojen. Dziś jednak wpadła mi do głowy moja dawna refleksja, z czasu odkrywania dla siebie twórczości Jana Rybowicza. Jedno z opowiadań pt. "Wydobycie broni" zawarte w tomie "Czekając na Becketta" pokazywało sylwetkę wpierw człowieka zwyczajnego, prostego, obywatela jakiegoś kraju nękanego już długi czas przez wroga. Ten niczym nie wyróżniający się mężczyzna pewnego dnia powiedział do swych braci, że ma zakopaną broń i poprowadzi ich do walki o wolność lub śmierć. Ludzie go posłuchali, wykopali wraz z nim broń i po jakimś czasie przepędzili zaskoczonego wroga poza swoje granice. Jednak nie szli dalej. Postawili przewalone słupy graniczne i zostali u siebie. Część żołnierzy potem szemrała, że zwyciężyli tylko w połowie, twierdzili, że powinno się wroga gonić aż do jego własnej stolicy i zniszczyć ją. Wiecie, co odparł na to kapitan? Że mądry naród zawsze zwycięża tylko w połowie. Kiedy idzie zachłannie dalej, przypiera wroga do muru, nie zostawiając mu żadnej furtki wyjścia, przestaje być mądry. Staje się taki sam, jak ciemiężca. Przez rządzę zemsty staje się zbrodniarzem, napastnikiem. A w takiej pogoni może zginąć jeszcze sporo dobrych ludzi.


Mądry naród pilnuje, by wszelkie wojny mijały jego kraj, a jeśli już przychodzi moment obrony, broni swych granic, nie mieszając się dalej. Poprzestaje na obronie koniecznej. Pomyślmy... taki przywódca przechodzi do historii, jako człowiek prawy, nie splamiony niewinną krwią. Bo zawsze "zwycięża się tylko w połowie".


Szkoda jednak, że w realnym świecie machina wojenna napędza kolejną i kolejną... 

Nowszy post Starszy post Strona główna

2 KOMENTARZY:

Widzę, że na poważnie wróciłeś. Nareszcie. Ale sprawa nie jest taka prosta. Gdyby alianci po przepędzeniu Niemców nie poszli na Berlin, to myślisz, że wojna by się szybciej skończyła? Czasem osoba, która jest odpowiedzialna za konflikt jest niebezpieczna, dopóki się jej nie obali. Dobrze, że po wojnie alianci oddali Niemcom ich ziemie. W przeciwnym wypadku mogłoby być naprawdę niebezpiecznie.

Pozdrawiam,

Ikar pisze...

Owszem, wariant zdławienia wroga jest niestety bardzo często konieczny. Niestety.

Jednak właśnie, alianci oddali Niemcom ziemie niemieckie. To też można nazwać "zwycięstwem do połowy".

Zwycięstwo często kojarzy się z zagarnięciem całości. "Zwycięzca bierze wszystko".

Cały ten post to w sumie takie gdybanie. Bo gdyby każdy przywdóca pilnował pokoju we wlasnym kraju, wojen by nie było i nie byłoby konieczności obrony.
Ale to ideał. A o ideały trudno. No trudno.